RSS
wtorek, 31 stycznia 2012

Mówię kategoryczne NIE!!! NIE  zgadzam się na to!!! NIE NIE NIE!!!

Ono prawdopodobnie porzuciła dzienną drzemkę!!! A mnie serce krwawi z tego powodu!

Już piąty dzień z rzędu, w porze drzemki, w łóżeczku robi wszystko to czego nie powinna, a więc:

- śpiewa, tańczy, recytuje

- opowiada (po swojemu) bajki wszystkim misiom, które z nią sypiają

- woła każdego kogo sobie przypomni- Mamu, Tatu, Babu, Dadu, Didi, Aje( cioteczka Dżili) , Wuwu(mąż cioteczki) , Tudu (słoń) , Koko, Hau hau , Kle kle i mogę tak wymieniać bez końca

-  rozbiera się. Ściąganie pieluchy, bez zdejmowania rajstop i spodni opanowała do perfekcji. Po odpięciu rzep wyciąga pieluchę spod siebie, niczym magik obrus spod zastawy stołowej.

- w końcowej fazie włącza swój sygnał alarmowy tzn. rozdziera japkę i wtedy Mamu już nie może jej ignorować.

W wyniku zaprzestania sjesty przez moją drogą córkę, chodzę niczym zombi( bo nie mam się kiedy zdrzemnąć w ciągu dnia), litrami piję melisę( bo niewyspana Ono to wyjątkowo denerwujące dziecko), nie mam czasu nic zrobić w "obejściu" ("burdel" to zbyt delikatne słowo by okreslić nieporządek który mnie otacza).

NIE zgadzam sie więc na to, by Ono NIE spała w dzień.

Muszę ją częściej wietrzyć na polu/dworze( zależy z której części kraju pochodzicie), budzić wcześniej rano, nie pozwalać polegiwać tylko ciągle ją trzymać na nogach:)

Wiem już:) Wyślę ja do przedszkola. Będę miała dziecko i problem z głowy, a popołudniami nawet pewnie bede za nią stęskniona i z ochotą wieeelką się z nia pobawię:D

Mam nadzieję, że to jednak tylko chwilowe niespanie i powrócimy jeszcze do naszej sielanki kiedy Ono przesypia min. 2 godziny w ciągu dnia.

Ono zlituj się nad Matką swą i śpij, aniele śpij!!!

15:45, dwaplusono
Link Komentarze (3) »
czwartek, 26 stycznia 2012

Nie wytrzymałam! Napiłam się dziś kawy! Co prawda była to rozpuszczalka zrobiona z połowy łyżeczki, zalana wodą do poziomu 1/3 kubka i uzupełniona do reszty mlekiem, jednak wyrzuty sumienia są.

Są ponieważ Facecik nie śpi dziś od 3 w nocy i do tej pory zdrzemnoł się może ze 3 razy po 10 minut. Także kawa była mi potrzebna jak rybie woda, jak strażakowi sikawka, jak matce karmiącej cycek itp. itd. Doszłam do wniosku, że skoro i tak  nie śpi to kawa mu nie zaszkodzi i tak nie będzie spał, a Mamu jego w jakiejś lepsiejszej kondycji będzie.

Leży tu teraz obok mnie na łóżku (Facecik, a nie kawa) i patrzy na mnie tymi swoimi wielkimi granatowymi, zamglonymi jeszcze ślepkami, kopie nóżkami i sapi jak mała lokomotywa. Ono sobie drzemkuje spokojnie w pokoju obok, co i Ja z przyjemnością bym uczyniła.

Jednak "dzieciów" gromadki mi się zachciało - to nie śpij teraz Mamu przez cała wieczność. Rolą Twą wszak jest być na kazde skinienie twych latorośli.

Amen

12:18, dwaplusono
Link Komentarze (1) »
środa, 25 stycznia 2012

A komu?! Zapytacie zapewne.

Dałyśmy radę Dziadkowi Gadule.

A w czym że to?! -cisnie Wam sie pewnie na usta.

Dałysmy radę zmęczyć, utrudzić, sponiewierać i wypluć Dziadka Gadułe. W zasadzie to Ono dała mu radę.

Dziadek już nie wpada do nas skoro świt, nie wyrywa wszystkich zabaweczek z małych rączek Ono, nie nosi jej na rękach całymi dniami bo.....

...BO DZIADEK GADUŁA MA WRESZCIE DOŚĆ ONO ;)

Od kąd mamy Facecika, Ono duzo czasu spędza na dole u Dziadków Starszych. Nie to żebym ją tam wysyłała. Po prostu rzychodzi Babcia Dobra Rada i w ramach pomocy zabiera Ono. Jednak zawsze podrzuca ją Dziadkowi, gdyż On i tak nic nie robi, a Ona musi obiad, prasowanie, szycie itp.itd. Dziadek Gaduła zmęczył sie juz jednakowoż opieką nad mą latoroślą, gdyż przyzwyczaił ją do tego, że każdy jej kaprys spełnia z gorliwością tresowanego ratlerka. Sprawdzało się to, gdy spędzał z nią godzinę, dwie dziennie. Jednak teraz, kiedy opiekowanie sie trwa znacznie dłużej okazało się, że...

Dziadek Gaduła ma mnustwo zajęć. A to musi podwóko odśnieżyć, choć śnieg stopniał 3 dni temu. A to trzeba kolegę w sąsiedztwie odwiedzić- to nic, że raz na rok się spotykali. A to znowuż niezbedna jest wymiana wszystkich żarówek w domu... i tak mozna by wymieniać bez końca listę spraw, które nagle są do zrobienia...i to natychmiast.

A więc dałysmy radę dziadkowi Gadule razem z Ono.

Toż to wyczyn nie byle jaki ;)

12:22, dwaplusono
Link Komentarze (1) »

Zaczynam od nowa...

Koniec z chodzeniem w piżamie do 13, myciem zębów o 15 i przyjmowaniu gości w kuchni w której stoją brudne garnki z przedwczoraj. Koniec z podkrążonymi oczami, nosem zawieszonym na kwintę i wiecznym użalaniem się nad sobą.

Wracam do życia moi kochani. Im wcześniej zacznę się socjalizować, tym mój stan psychiczny może szybciej się unormuje.

I tak dziś zamiast leżeć i czekać w napięciu aż usłyszę, że Ono wstała ( przedział jej pobudki trwa między 6 a 8:30) zerwałam się z wyra o 7, umyłam głowę, nałożyłam na twarz chemikalia, które znacznie poprawiają moją aparycje( pudry, tusze i inne cienie do powiek), włożyłam wreszcie czyste ciuchy, a nawet użyłam perfuma:D Nakarmiłam dzieciarnie w kolejności przypadkowej. Nawet Ono uczesałam wreszcie inaczej niż przeczesując jej włosy ręką ;> Udało mi się nawet wysprzątać mieszkanie( łazienka wołała już o pomstę do nieba) i użyć odkurzacza.

(Swoją drogą to nie wiem jak to jest, że Facecika budzi np. burczenie w moim brzuchu, a dziś gdy odkurzałam w około niego przy akompaniamencie śmiechu Ono nawet powieka mu nie drgnęła- tak twardo spał skubany.)

Teraz śpią oboje błogo, a Ja mam chwile dla samej siebie i zamiast iść spać...to ja się na blogu wywnętrzam.

Jakaś chyba popieprzona jestem ;>

12:10, dwaplusono
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 23 stycznia 2012

Na całe 20 minut wyszłam z domu :D Tzn. wyjechałam swym samochodem, celem odebrania wyników badań syna mego.

Odjeżdżając z podwórka czułam się jakbym wreszcie mogła odetchnąć pełną piersią rześkim powietrzem lub jakby ktoś odpiął mi od nogi ciężką kulę z łańcuchem, albo jakbym wreszcie zdjęła za ciasne spodnie. Aż strach pomyśleć jak łatwo przyszło mi sie pożegnać ze śpiącym Facecikiem i rozkoszna Ono. Było mi tak błogo i cudnie całe 20 minut, aż do powrotu do domu..

Już na podjeździe słyszałam wrzask Facecika, który póki co, wyzwala we mnie myśli samobójcze zamiast odruchów macierzyńskich. Babcia Dobra Rada już stała w drzwiach z mą pociechą w ramionach gotowa czym prędzej przekazać mi owoc mych trzewi, a na chwile obecną skaranie boskie! I gdy tylko wetknęła mi go na ręce (nawet płaszcza nie zdążyłam odpiąć) ta wykonała w tył zwrot i już jej nie było:D

Ale najlepsze z tego wszystkiego jest to, że jutro muszę iść na pocztę.

Znów całe 10 minut tylko sama ze sobą.

Jupi jej!

19:53, dwaplusono
Link Komentarze (3) »
piątek, 20 stycznia 2012

Ono przystosowuje się do nowej rzeczywistości, w której występuje mały braciszek.

Idzie nam coraz lepiej:) Już nie złości się kiedy Mamu bierze go na ręce,. Podczas karmienia go cyckiem Ono towarzyszy w całej procedurze przytulając się do jego główki lub głaszcząc go delikatnie po policzku. Umie się już chwilkę sama pobawić i tylko kiedy się ją prosi żeby była ciut ciszej, ma się pewność, że zaraz wrzaśnie ze zdwojoną siłą:D

Jednak są też elementy, które świadczą o tym, że zostało zachwiane jej poczucie bezpieczeństwa. Np. kilka ostatnich nocy Ono śpi z tatą, bo... Budzi się w okolicach 2- 3 nad ranem i woła głosikiem rozdzierającym matczyne serce: "Mamu, maaamuu, maaaaaamuuuu...." i biegnie do niej... Tatu, żeby ją przytulić i (nie)pospać chwile z dziecięciem na łóżku w jej pokoju.  Generalnie również babcie mają zakaz dotykania Facecika. Wszak babcie są zarezerwowane tylko do dyspozycji Ono. Ono nie może znieść takiej niesubordynacji z ich strony.

A teraz hit sezonu. Ono chce się wreszcie przytulać i całować. Gdyby nie wynikało to z zazdrości byłabym najszczęśliwszą mamą na świecie. wiem jednak, że wynika to trochę z tego, że ona też chce być jak Didi bawiona na rękach. JA jednak korzystam pełną parą z przypływu uczuć mego dziecka:D

Nie ma więc tego złego co by na dobre nie wyszło. i mam nadzieje, że teraz będzie juz tylko lepiej :d

14:21, dwaplusono
Link Komentarze (1) »

Małomówna jestem!

Nie wiem czy to widac po tym blogu, jednak generalnie żyje wedle zasady, że mowa jest srebrem a milczenie złotem.

Odbija się to niestety na mych dzieciorach kochanych.

Kiedy jeszcze mieszkalismy ze sprawcą i Ono w wielkim miescie i siedziałyśmy tylko we dwie całymi dniami, niewiele do niej mówiłam. Wiem, wiem- toz to zaniedabnie, graniczace z dręczeniem i tylko do MOPS-u mnie zgłosic. No cóż zrobic, taka juz jestem. Być może to z mojej winy Ona tak późno będzie mówić. Jednak co się stało to sie nie odstanie.

Natomiast teraz, kiedy na tapecie jest Facecik i babcie w liczbie trzech ( Babcia Dobra Rada, Babcia Samo Zło i Prababcia) odwiedzaja nas dość często, a niektóre nawet co chwile, gadaja do niego na okrągło. Powinnam się cieszyć bo dziecie me się szybko rozwinie i może nawet będzie gaduła         (Proszę Panie Boże oszczędź mi tego) to mnie nerwa łapie, bo...

...no ileż można do dziecka gugać, bubać, zyzać, danać, plumkać, ciamkać i wydawać "trylion pińćset sto dziewińćset" innych dźwięków. A już babcia Dobra Rada przechodzi samą siebie twierdząc, że niespełna dwutygodniowy Facecik chce już z nią rozmawiać, bo prawie coś do niej zagugał. Nie chciałam jej martwić, że najprawdopodobniej ma wzdęcia i po prostu jego ciało opuściła właśnie jedna gazowa kuleczka z jego przewodu pokarmowego, w związku z tym przybrał myślący wyraz twarzy. Nie wyprowadziłam jej z błędu! Niech kobieta zyję w błogiej świadomości, że ma genialnego wnuka- wszak to po niej ;>

Obecnie nikt mi nie "brzęczy" nad uchem bo dzieciarnia śpi, a to w naszej willi "Święty czas" ciszy i spokoju. I takiego spokoju życze sobie i wam na to dzsiejsze popołudnie.

Pokój!

14:12, dwaplusono
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 stycznia 2012

Jak to jest, że mam ciągle bajzel w kuchni?!

Wstanę rano, pozałączam zmywarki, poukładam żarełko po śniadaniu, pozamiatam, pościeram, a wchodzę do kuchni po 10 minutach a tam syf od nowa...

Chyba mieszkają u mnie jakieś małe krasnoludki i robią bałagan. Musze je jakoś od siebie wykurzyć:D

10:29, dwaplusono
Link Komentarze (1) »
środa, 18 stycznia 2012

Ono została oddelegowana do dziadków młodszych na cały dzień.

W związku z tym przebrałam się o jakiejś ludzkiej porze tzn. przed 10, zjadłam w miarę spokojnie śniadanie, zaczęłam prasować steeeeertę prania i o dziwo mam teraz 10 minut żeby zerknąć na to co sie tutaj dzieje.

Ono pewnie wróci napchana po brzegi batonami, cukierkami i waflami, ale pewnie z bananem od ucha do ucha, pełna wrażeń i chęci opowiedzenia tego co robiła i pewnie dopieszczona do granic możliwości. Niestety nie wyjdzie jej to za dobrze bo wciąż czekamy na jakieś oznaki ludzkiej mowy:)

Jak to łatwo mieć pod opieka tylko jedno dziecko. Współczuje rodzicom bliźniąt, który taki saigon przeżywają już za pierwszym podejściem. Ja to chociaż mam to na własne życzenie. A już wieloraczki?! Uffffff!!!! Aż mi sie gorąco zrobiło

10:54, dwaplusono
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 stycznia 2012

Tzn. opić się lub nawdychać jakiegoś świństwa albo coś zażyć??!!:>

Padam po prostu na mordkę, a to dopiero 4 dzień w domu z dwójką "pociech", które na zmiane wrzesczą, domagają się, jojcą, marudzą. Jeszcze do rekoczynów nie dochodzi, ale powstrzymuję się resztką sił, żeby nie rwać włosów z głowy i nie bić nią o ścianę.

A do tego wszystkiego mam "Hormona". Nazywam tak stan permanentnego "moczenia oczu". tzn. buczę na okrągło i w te i nazad. ;> Główne powody to:

1) Tak bardzo żal mi Ono! Ciągle ją chcę przytulać, całować, zapewniam ją na każdym kroku, jak okrutnie ją kocham, a ona mnie "odpycha". Ewidentnie jest na mnie zła ;(

2) Co Ja narobiłam, że drugiego dziecka tak szybko mi się zachciało?! No co?! Jakby Ono miała 14 lat i dopiero bym się zdecydowała na malucha to miałabym po prostu dwóch jedynaków w domu. Czyż to nie było by łatwiejsze?!

3) Będę siedzieć następne sto lat w domu niczym w więzieniu, bo nawet do kina przez rok nie uda mi się wyrwać (o ile nie dłużej).

4) Teściowa mnie wqr.... na każdym kroku ze swoimi radami, sugestiami, wykładami. W wielkim mieście, chociaż było mi ciężko samej, to nie musiałam tego wysłuchiwać !

5) Każde zapewnienie Sprawcy jak świetnie sobie radzę wywołuje u mnie potok łez. Bo właściwie to sobie nie radzę sama ze sobą nie mówiąc juz o sytuacji (chyba trochę mnie przerosła). Działam na automatycznym pilocie.

I mogłabym tak wymieniać bez końca, ale po co was zanudzać. Moje problemy moja sprawa.

Chyba musze iśc do jakiegos psychiatry bo na mózg mi to wszystko siadło.

Ma ktoś namiary na jakiegos dobrego i taniego( pampersy nas zrujnują) specjalistę??!!

A tu nawet upić się nie da bo karmię cyckiem.

Idę sobie strzelić...w łeb!!

20:28, dwaplusono
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2
Dodatki na bloga
Liczniki internetowe