RSS
piątek, 18 lutego 2011

Dziś Ono kończy 10 miesięcy.... Jak ten czas zapiernicza. Dni wleką się niemiłosiernie, a miesiące uciekają błyskawicznie. Dopiero co była małym bąblem, który spał cały dzień, a teraz z oczu nie wolno jej spuścić bo zaraz coś zrzuca z półek.

 

Rośnie ta moja kruszyna ekspresowo. Zaraz się okaże, że chłopaka sprowadzi do domu na noc. O zgrozo! Boże pomóż wychować tą małą aparatkę na dobrego i uczciwego człowieka.

 

Amen

10:38, dwaplusono
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 lutego 2011

Tylko oczęta otworzy już biegnie do telewizora. Coś mi się wydaje, że zupełnie niechcący uzależniłam Ono od ruchomych obrazków na ekranie. Teoretycznie nie oglądamy tv, jednak ciągle, gdzieś w tle nam brzdąkał. I wydawało mi sie że Ono zupełnie nie zwraca na gadające pudło uwagi. Jakież było moje zdziwienie, gdy pewnego dnia postanowiłam cały dzień słuchać radia zamiast telewizora, a Ono się zbuntowała. Co chwilkę podchodziła do tv, marudziła i generalnie odmawiała zabawy. Gdy natomiast telewizor został włączony ta natychmiast wróciła do swoich zajęć z uśmiechem na buźce. Toż to straszne.

 

Dlatego Ono jest na odwyku telewizyjnym od tygodnia. Dopiero dziś przestała tęskno spoglądać w stronę ekranu i potrafi bawić się bez ciągłego buczenia w tle. Jednak co gorsza, siostra ma
( dietetyk z wykształcenia i zawodu), poinformowała mnie, że karmienie dzieci przed tv wywołuje u nich otyłość. Dzieje się tak, bo dziecko jedząc i oglądając nie koduje w swoim małym móżdżku, że cokolwiek spożywa i może jeść i jeść bez końca. Dodatkowo mózg zaczyna kojarzyć jedzenie z przyjemnością, bo czy oglądanie tv nie jest przyjemne. ??!! A takie proste było dawanie jej jeść w czasie emisji jej ulubionych bajek.

 

 

I tak oto zupełnie nie celowo zrobiłam z dziecka nałogowca, ale dość z tym. Bije się w pierś i wyłączam telewizor na stałe.

 

Ehhhh ten mój telemaniak

10:20, dwaplusono
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 lutego 2011

Przyjechali:D

 

Dziadkowie oczywiście. Postanowili troszkę pobyć z wnusią i w niedziele zapukali do naszych brązowych drzwi:D Tańcom, hulankom, swawolom nie bylo końca. Dziadek od progu zaczoł wozić Ono na barana, a babcia natychmiastowo postanowiła wycałować i wyściskać ją od stóp do głów, oczywiście musowo wykonując z nią "tany tany". Ono przez pierwszy dzień była zachwycona nowymi atrakcjami. W okolicach poniedzialku zaczęła się denerwować tym, że ciągle ją ktoś dotyka, całuje, przytula i szukała chocby chwili sam na sam z zabawkami. Natomiast we wtorek podjęła już zdecydowany protest i godziła się tylko na kontakt maksymalnie na metr od niej i to na kolanach u matki. Dziadkowie więc spakowali się i wyruszyli do Zbąszynka skoro wnusia odmawia współpracy:D

 

Skąd w nich jeszcze tyle energii?! Przez telefon ciągle coś któreś boli, coś strzyka i jakaś kość łamie, a przy zabawie z wnusią wszsytkie dolegliwości znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej róźdżki.

Rozłąka nie potrwa długo. W piątek pakujemy się z Ono i znów na tydzień wyjeźdżamy do dziadków. A tam zajeżdżą mi Ją jak dzieci kota i będe miała spokój:D

10:04, dwaplusono
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 lutego 2011

Ciekawe czy można "zakochać? dziecko?!

Sprawca często mi powtarza, że męcze Ono ciągłym przytulaniem, całowaniem i pieszczotami. Czy to może mieć negatywny wpływ na malucha?!

Chciałabym żeby czuła się kochana i miała silne poczucie bezpieczeństwa. Sama wiem, że czasem przesadzam, jednak Ono troche się pozlości i zaraz biegnie przytulać się do mojej nogi(jeśli stoję). Z drugiej jednak strony jestem z ono 24 h/dobę i trochę martiwe się, że będzie niesamodzilenym szkrabem, który  nie chce bawić się samo, potrzebuje ciągłego kontaktu z matką i boi się ludzi. To ostatnie jest juz zauważalne, bo nie dość, że Ono jest na etapie lęku przed obcymi to ciągle siedzimy tylko we dwie w domu (pogoda i choroba nie sprzyjają wyjściom).

I jak tu poznać złoty środek wychowania dzieci.

 

A więc ponawiam pyatnie: Czy można zrobić dziecku krzywde za mocno je kochając?

12:22, dwaplusono
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 lutego 2011

Jesteśmy chorzy...

 

Cała trójka ma grype ;( Pierwszy chorobę przyniósł Sprawca. Teraz Ono ma już gorączke i katar, a Ja jestem następna. Coś już w kościach czuje, ale oczywiście Ja nie mam prawa i czasu chorowac....

 

Ono jakoś to znosi. Marudzi trochę, ale generalnie jest dzielna. Za to Sptrawca.... Wolałabym pięcioro chorych dzieci do opieki niż Jego jednego. Ciągle jęczy, że go kości bolą. Przy każdym ruchu robi "ehhh, ohhhh, a cóż mi jest". Oszaleć z nim można. Oczywiście wszystko trzeba mu podać do łóżka i żałować jaki jest biedny. Niestety jeśli chodzi o współczucie to nie jestem Teściową, która przy jego chorobie była na każde skinienie i z cierpliwością znosiła wszystkie jego warki i stęki. Przez telefon udzieliła mi oczywiście informacji w jaki sposób należy dbać o jej synusia i w jakie sposoby medycyny naturalnej są dla jej dziecka najlepsze. No śmiać mi się chce.

 

Dzielna jednak jestem:)

 

W końcu ktoś musi

 

Pokój ;D

13:24, dwaplusono
Link Dodaj komentarz »
Dodatki na bloga
Liczniki internetowe