RSS
wtorek, 28 lutego 2012

Żyję od przypadku do przypadku.

A konkretnie od weekendu do weekendu. Już w niedzielę rano chciałabym, aby był piątek wieczór. Tylko w weekendy mogę:

1) Zamknąć drzwi w łazience, gdy jestem w środku :)

2) Wyjąć z szafy tylko i wyłączenie to ubranie, które mam zamiar na siebie włożyć (bez asysty małej stylistki wywlekającej wszystko z otchłani mej garderoby).

3) Wyjść na miasto, a konkretnie po zakupy spożywcze na cały tydzień. Kiedyś tego nienawidziłam i był to obowiązek Sprawcy. Teraz, jeszcze dobrze nie wstanę w sobotę rano, a już z bananem na twarzy planuję godzinne buszowanie po półkach. W spokoju, bez ciągłego upominania, frustracji i kombinowania jak by tu prześliznąć się obok półek z czekoladami bez "jojcenia".

4) W weekend mogę spokojnie i bez wyrzutów sumienia zajmować się naraz tylko jednym "dzieciem", bo wiem, że drugie jest pod opieką taty. A więc również rodzica i, żadne z pociech nie traci na tym. W prost przeciwnie, zyskuje kontakt z Tatem i tworzy więzi. Przy czym nie muszę obarczać dziadków i sie prosić- co mnie wprost uskrzydla ;D

5) Mam czas dla siebie, żeby np. ułożyć wreszcie włosy, a nie tylko szybko wysuszyć. Obciąć paznokcie, ogolić nogi po całym tygodniu;> i zrobić wszystkie te rzeczy, które w tygodniu wymagałyby ode mnie zaangażowania pięciu babć, trzech cioć i jednego wujka, aby dzieciarnie przypilnować.

Jednakże, poprzez takie życie od piątku do piątku, bardzo szybko ucieka mi tydzień, miesiąc, a wreszcie lata. Tracę na tym, bo zamiast cieszyć się każdym dniem i każdą chwilą spędzoną z małymi pasożytami to skupiam się na tym, kiedy wreszcie pójdą spać ;) Wszak te chwile nie wrócą i nim się obejrzę, a już będę planować wesele Ono (no chyba, że wybierze inna formą konkubinatu;)), a Facecika wysyłać do wojska (no chyba, że wyrośnie na pacyfistę).

Tylko ciężko tak się przestawić na cieszenie się z każdej minuty.

Jak to śpiewał Grechuta: "... bo ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy, ważne jest tych kilka chwil, tych na które czekamy."

13:42, dwaplusono
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 27 lutego 2012

Wkraczamy w kolejną fazę rozwoju mego starszego dziecięcia- liczy się tylko mama.

W związku z tym:

- nie przebywam sama w żadnym pomieszczeniu dłużej niż 5 sekund- Ono w takim tempie dociera w najdalsze zakamarki domu, jeśli straci mnie z pola widzenia.

- wszędzie i wszystko zrobi tylko z mamą. Z mamą będzie spała, z mamą się ubierze, z mamą zje, z mama zrobi siku, z mamą będzie gotowała, z mamą.. z MAMĄ... z MAAAMĄĄĄĄ....

- nie posiadam już czegoś takiego jak godność osobista, gdyż nawet siku robię z Ono, z Ono biorę rano prysznic, z Ono na kolanach dłubię w nosie, z Ono się ubieram, z Ono... z ONO... z ONNNOOOOOO...

- gdy tylko usiądę Ono gramoli się na moje kolana. Więc jadam z nią wszystkie posiłki (przy okazji większość tych posiłków ląduje na ziemi lub na Ono), z nią na kolanach prasuję, z nią kroję sałatki, szykuję obiad, oglądam bajki i tylko przy karmieniu Facecika jakoś wytrzymuje i tylko wbija się paznokciami w moje kolano, zamiast na nim siedzieć.

- a jeśli zdarzy się, że Ono akurat matką swą zainteresowana nie jest, to mam pewność, że akurat cioteczka Dżili przyjechała i się nią zajmuję. Toż to idolka Ono zaraz za mamą.

Coś czuję, że jeszcze zatęsknię za czasami, kiedy to JA byłam wyrocznią, ideałem, alfą i omegą dla mojej słodkiej Ono. Potem wszyscy będą mieć rację tylko nie Ja: Pani w przedszkolu, najlepsza psiapsiółka, ten alkoholik ze sklepu na rogu, ten co to biblię szatana napisał i wielu, wielu innych.

Pytanie tylko kogo sobie za autorytet obierze?!

Byle nie Dodę lub inną Pamelę ;)

20:18, dwaplusono
Link Komentarze (2) »
czwartek, 23 lutego 2012

Ono wczoraj nic nie jadła. Dosłownie NIC. Czyżby to jakiś strajk głodowy?

Śniadanie olała- tylko dwie szklanki mleka wydoiła. Moja siła perswazji i wszelkie techniki, które do tej chwili działały( rysowanie w trakcie posiłku, samolocik, układanki z jedzenia, prezentowanie starszemu bratu jakże to Ono pięknie je, straszenie kątem, wzbudzanie w niej poczucia winy, że dzieci w Afryce nie mają co jeść... itp.itd.) nie zdały egzaminu.

Drugie śniadanie w postaci serka, wylądowało na podłodze, gdyż dziecię me niczym Gordon Ramsey, powykrzywiało twarz na wszystkie strony w najbrzydszym grymasie jaki świat widział, by wreszcie nonszalancko wywrócić talerz do góry nogami ( bez stania w kącie sie nie obyło niestety ;)).

Obiad został obrzucony lekceważącym spojrzeniem i prychnięciem w stronę Mamu z wyrazem twarzy, który mówił: Czyś ty oszalała do końca kobieto? Ja mam to zjeść? Więc tym razem to Ja ją olałam i stwierdziłam dumnie, ze nic na siłe.

Podwieczorek w postaci banana wylądował w koszu zaraz po tym, jak owoc mych lędźwi wysmarował nim psa po grzbiecie, a kolacji nawet nie robiłam. Ono poszła więc spać głodna. Miałam więc pewność, że w nocy urządzi mi jazdę bez trzymanki wrzeszcząc, płacząc, marudząc oraz zawodząc i robiąc wszystkie te rzeczy, które sprawiają, że nienawidzę siebie jako matki.

Ale nie!

O dziwno noc upłynęła spokojnie. Ono nawet pospała do 8:00. Cudnie!!

Za to dziś od rana ciągle je. Na śniadanie poszło już 200 ml kaszy, caaaałe jabłko( nigdy do tej pory żadnego jabłka nie dojadła do końca), dwie szklanki mleka. Na drugie śniadanie wtrąbiła jajecznicę z 3 jaj (do tej pory jej rekord to dwa jajka naraz), przepiła to herbatą i przegryzła pączkiem (co prawda połową, ale i tak ją podziwiam). Teraz śpi, a Ja już zupę podgrzałam w ilościach rekordowych i łudzę się, że to też zje.

Więc drogie mamy, taka głodówka od czasu do czasu dobrze dzieciom zrobi:) Nie ma się co zamartwiać, że nie chce jeść. Wszak żadne dziecko jeszcze samo z głodu nie padło:)

13:39, dwaplusono
Link Komentarze (2) »
środa, 22 lutego 2012

Moi mili byłam wczoraj na korcie tenisowym. Byłam też w barze i "ciupałam" w darta. Pole golfowe tez zaliczyłam. Jednak skoków narciarskich już nie urządzałam, bo po tenisie pot lał się ze mnie strumieniami:D

Sądzicie, że mi odbiło?! Ani ociupinke tym razem:D

Wieczorem po przeprowadzeniu ablucji wszelakich na dzieciach swych szanownych (sztuk dwie) udało się je uśpić w tempie ekspresowym ( bo o 20 spali już oboje od pół godziny) i w ramach największego spontanu od 6 tygodni porzuciliśmy swe latorośle, by oddać się rozkoszom jakie oferuje konsola Xbox u szanownej mej siostry i szanownego szwagra. Zabawa była po pachy i szkoda tylko, że trzeba było wracać do domu na 22 jak w czasach szkolnych, żeby zapełnić japkę Facecika cycem mym pełnym mleka;)

Wspaniale bylo się tak wyrwać we dwoje wreszcie gdzieś z tym moim Sprawcą.  Teściowa dzieci przypilnowała- choć podobno nawet nie jęknęły przez te niespełna dwie godziny:) Jednak nawet Teściowa się czasem przydaje;) więc dziś na nią nie "psiocze".

A tak ponad to wybieramy się z Facecikiem na pierwsze szczepienie. Zobaczymy jak zareaguje. Coś czuję, że ta noc może być ciężka.

11:47, dwaplusono
Link Komentarze (1) »
wtorek, 21 lutego 2012

Praca mnie kocha!

Ta domowa i ta zawodowa też.

Gdy Facecik miał dwa tygodnie dostałam pierwszą propozycję zawodową:D W Zbąszynku, za niezłe pieniądze (jak na Zbąszynek;)) , 3 minuty autem od domu, nawet praca ambitna i w zawodzie, no ale... Uczucia macierzyńskie zwyciężyły i postanowiłam odmówić, żeby Facecik choć z rok  Matką swą zdołał się nacieszyć.

A dziś, kolejny telefon. Tym razem z firmy doradztwa personalnego. Z kolejną propozycją..

No i tak się zastanawiam czemu ten los, Bóg, przeznaczenie tak mnie do tej roboty wysyła. W domu mam wystarczająco dużo zajęć. Dajże życie się nacieszyć dzieciarnią. Na pracę mam jeszcze caaaaałe życie (wedle ostatnich prognoz przynajmniej do 67 lat- więc jeszcze trochę roboty przede mną). Odmówiłam więc. Pani ma dzwonić za pół roku, ale pewnie i tak zapomni ;> Ja bym zapomniała.

Teraz jest czas moich dzieci. Chciałabym, aby choć trochę poczuły, że Mamu z nimi była, a nie od razu oddała na wychowanie dziadkom czy przedszkolu i fruuuuuu poleciała na życie zarabiać.

Wolę żyć skromniej, ale z poczuciem, że idę słuszną drogą. A może to zła droga, skoro życie tak kusi ....

Pomimo tego mojego zrzędzenia na pociechy swe, marudzenia że zatraciłam siebie i że padam na twarz, to kocham te moje "bachorzęta" i życie za nie oddam bez mrugnięcia okiem. A po latach te swoje frustracje będę pewnie wspominać z rozrzewnieniem.

Dlatego praco droga jeszcze na mnie poczekasz:D

14:37, dwaplusono
Link Komentarze (3) »
sobota, 18 lutego 2012

Ja to jednak jakaś dziwna jestem:)

Może nie dziwna tylko ciamajda na potęgę.

A może Ja mam jakieś proporcje ciała "nie teges", że równowagi utrzymać nie potrafię.

Albo teściowa urok na mnie rzuciła i muszę się notorycznie wypierd..... ( o "pardom") przewracać się muszę.

A tak w ogóle jak to możliwe, że w instytucji publicznej jaką jest Uczelnia Państwowa nie odśnieża się systematycznie schodów?

No już mówię co też mi się przytrafiło.

Byłyśmy dziś z Ono w Wielkim Mieście na badaniach psychologicznych dla dobra nauki, ludzkości i doktorantów, którzy się na nas doktoryzować będą (patrz któraś notka wcześniej). Wychodząc już ze wspomnianej instytucji należało pokonać ok. 20 nieodśnieżonych stopni by dostać się na równie nieodśnieżony chodnik. Gdzieś w połowie wysokości, z Ono na rękach, wykonałam podwójne salto w przód, połączony z poczwórnym axelem,  półobrotu w prawo i nakryłam się nogami. Dobrze, że choć Ono wylądowała w mych ramionach z powrotem i tylko nieziemsko się uśmiała, bo: "Mamu BAM!".

A mnie dupina napierdziela tak, że siedzieć nie mogę i na pewno jeszcze długo nie usiądę. Siniaka mam w okolicach kości ogonowej wielkości Europy i tylko się zastanawiam, czy Uczelni nie pozwać. A bardziej na jaką sumę? Choć  obdukcji nie zrobiłam, to mam świadka w postaci córy mej kochanej. Ona wszystko potwierdzi, jak tylko nauczy się mówić ;>

Ps. Sprawca spisał sie śpiewająco jeśli chodzi o opiekę nad Facecikiem, mogę więc wreszcie zacząć z domu wychodzić <radocha> Gdyby tylko nie te wyrzuty sumienia, że zostawiam mego drugorodnego na pastwę swojego Taty. Choć podobno synuś nawet nie raczył mej nieobecności zauważyć ;/ Czuję się zdruzgotana ;)

Ps1. W takim razie w przyszłą sobotę atakuję fryzjera. Żegnaj brunetko, witaj ponownie szanowny blondzie ;)

20:35, dwaplusono
Link Komentarze (3) »
piątek, 17 lutego 2012

Tytułem wstępu muszę Wam powiedzieć, że ono mówi na siebie "Mama". Jej osobiste imię fonetycznie w wymowie brzmi podobnie, jednak żadną siłą i nikt nie jest w stanie jej zmusić, aby wypowiedziała je poprawnie. Dlatego zapytana o to jak ma na imię, wskaże paluszkiem na swoją klatkę piersiową i powie: "MAMA".

Ono niedawno znów cały dzień spędziła z dziadkami młodszymi. Wraca do domu i standardowo odpytuje ją co robiła u dziadków. Rozmowa wygląda następująco:

Mamu( MU): A gdzie Ty byłaś?

Ono(O): MAMA - Baba, Dada, Aja, Ana..

MU: U dziadków byłaś? I U cioci Dźili?? I Andzia też była?( przyp. red. jeden z psów dziadków młodszych). A co tam robiłaś?

O:MAMA Bam!

MU: Przewróciłaś się?

O: Ne!

MU: Spadłaś z czegoś?

O: Tiaaaa!

MU: A z czego? Z łóżka?

O: Tiaaaa!

MU: A co wtedy robiłaś, że spadłaś?

O: AAAAAAA...

MU: Spałaś? A baba co robiła?

O: Hahahaha, hahahaha, hahha...

 

I tak dowiedziałam się po raz pierwszy czegoś od dziecka mojego. Po telefonie do babci Samo Zło faktycznie okazało się, że przy zasypianiu, Ono tak kokosiła się na łóżku, że wreszcie z niego spadła. A babcia zamiast ratować dziecię me wybuchnęła śmiechem.

Pierwsza logiczna rozmowa z Ono zaliczona.

Jupi jej!

12:38, dwaplusono
Link Komentarze (3) »
wtorek, 14 lutego 2012

I to w Walentynki zostałam sama z dzieciarnią (pomijam fakt, że ze Sprawcą raczej nigdy Walentynek nie obchodziliśmy).

W wersji oficjalnej Sprawca ma dwudniowy wyjazd służbowy, jednak wiem, że On się tam bezczelnie relaksuje po pracy w pokoju hotelowym, delektuje się ciszą, możliwością oglądania innych programów w tv niż "JAM JAM" , arogancko się wyśpi, zarozumiale odpocznie i jeszcze wróci jutro rzekomo skonany nie wiadomo jakimi obiadkami służbowymi.

A Ty kobieto naiwna siedź z rozdartym miesięcznym Facecikiem, obrzygana, usmarkana i nie powiem co jeszcze.... I słuchaj rozhisteryzowanej dwulatki, której "neeeee" wwierca się w mózg niczym wiertarka udarowa w styropian.

Kochane kobiety rozmnażajcie się. Polecam! Naprawdę! Będę choć mieć wtedy świadomość, że nie siedzę w tym bajzlu sama ;)

20:16, dwaplusono
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 13 lutego 2012

Dzieciarnia musi jednak się kogoś bać.

No może nie bać, ale czuć przed kimś respekt :D W naszej małej jednostce społecznej jaką jest rodzina dwa plus Ono plus Ono2 (:)) jest to Sprawca:) Ono od jakiegoś tygodnia tylko Jego poleceń słucha, Jego rozkazy wykonuje, Jego życzenia spełnia. Dlatego też weekend był cudowny:) Nie było wiecznego buczenia, wycia, marudzenia, żądania, wymuszania i wszystkich innych czynności, które wykonuje Ono usiłując wyprowadzić mnie z równowagi:)

W piątek, gdy Sprawca późnym popołudniem wrócił z pracy Ono pro forma została oddelegowana do kąta ( nie no coś tam zmajstrowała i w ramach odpokutowania za grzechy wylądowała w karnym kącie) i od tej pory cały cały weekend upłynął sielsko i anielsko. Wystarczyło, że Tata wskazał tylko miejsce, gdzie zaraz Ono wyląduje, a ta zaraz rozpromieniała twarz swą w uśmiechu i już była grzeczna jak mała dama.

Natomiast dziś od rana prezentujemy arsenał swych sił. Tzn. Ono demonstruje jak bardzo może podnieść mi ciśnienie, a Ja ciągle grożę jej kątem, natomiast wcale jej tam nie wstawiam. I muszę to jednak zmienić. Wszak podstawa wychowania jest ponoć konsekwencja:)

No chyba, że zamienię się ze Sprawcą rolami. To ja pójdę do pracy i będę rodzinę utrzymywać, a On się zajmie wychowywaniem owoców naszej miłości ;) Mnie taki układ pasuje:)

Musze  mu przedstawić taka ofertę ;)

12:11, dwaplusono
Link Komentarze (2) »
czwartek, 09 lutego 2012

Ono będzie podbijała świat nauki:)

Zgłosiliśmy ja do projektu badawczego: "Jak dzieci rozumieją dorosłych". Link tutaj, jeśli ktoś miałby ochotę swojego malucha zaangażować: http://www.labdziecka.psychologia.uj.edu.pl/ 

Wybieramy się tam w sobotę. Do tego czasu muszę nauczyć Facecika pociągania z butelki Mamuwego mleka, żeby Sprawca mógł z nim zostać, a Ja na całe trzy godziny ucieknę z domu. No siła wyższa, że muszę Ono wziąć ze sobą, ale mogę się poświęcić ;)

Cioteczko Dżili, dziękujemy za podesłanie linka:)

Sprawco dziękuje, że bez szemrania zgodziłeś się zostać z Facecikiem:D Anioł z Ciebie, bo dzięki temu dziadków nie musiałam prosić, a to najlepsze co mogło mnie spotkać:d

 

11:49, dwaplusono
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2
Dodatki na bloga
Liczniki internetowe