RSS
środa, 30 listopada 2011

W życiu każdej kobiety nadchodzi taki moment w którym konieczna staje się....zmiana fryzury:)

I ja jestem właśnie na tym etapie, że zaczęłam trochę eksperymentować z włosami. Całe życie byłam bardzo jasną blondynką- od kilku miesięcy mam niejaki odcień rudości na mej dumnej głowie. Caluteńkie życie długość moich włosów nie była krótsza niż do poziomu szczęki, tak że zawsze dało się je zebrać w koński ogon.A po wczorajszej wizycie u fryzjera uległo to drastycznej zmianie, gdyż mam włosy krótkie,  króciusienkie:D Przynajmniej jak na mnie:D

Sprawca określił mój "new look" jako: "ładnieeeeeee!!??", przeciągając ostatnią samogłoskę co chyba znaczy, że zachwycony nie jest:d Po krótkiej chwili dodał, że mam fryzurę taką samą jak Hanka Mostowiak, tylko, że Ja jestem ładniejsza :D Uściskałam go mocno, bo w końcu to jakaś forma komplementu była, po czym dostał kuksańca w bok. Pocieszyłam go, że to tylko włosy i w końcu odrosną:)

Za to Ono była zachwycona matczyną metamorfozą. Gdy wróciłam od "stylisty" ( jak to sie teraz dumnie określają zwykli fryzjerzy:)) to przykucnęłam  przy niej, żeby dostać całusa. Ta z wolna podeszła, dotknęła delikatnie mojej głowy, zrobiła z buźki dziubek po czym wygłosiła największy kompelement jaki w życiu usłyszałam: " ho, ho, ho, fiu,fiu,fiu".

Kocham tą moją małą aparatkę.

12:25, dwaplusono
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 28 listopada 2011

Oto najnowsze umiejętności dziecka mego jeśli chodzi o komunikację werbalną:D

Tuduuu to rzecz jasna słoń:D Zapytana o to jak robi słonik dziko się uśmiecha, podnosi główkę do góry i krzyczy: " tuduuuuuu". Strasznie mnie to rozczula:D

Poza tym, logicznej wypowiedzi z ust Ono się jeszcze chyba długo nie doczekam:/ Gdy mówię "powiedz PIES", to Ona robi "hau hau" i tak z każdą inna prośbą o powtórzenie jakiegoś wyrazu. Jedyne co powtarza to "dom" i "kawa".

Jednak mała rozrabiara zastanawiająco dużo już rozumie. Gdy Sprawca mówi, że idzie zapalić papierosa ta natychmiast robi mu "nunu" paluszkiem. Gdy rozmawiam przez telefon i zapraszam kogoś do siebie, ta pod nosem gada "kawa, kawa". Wie gdzie jest miotła co skutkuje półgodzinnym zamiataniem w jej wydaniu- czyli rozgarnianiu wszystkiego na boki nieustanie potykając się o kij miotły i zawsze "pomaga" załączyć zmywarkę, co w jej wykonaniu znaczy, że pokazuje np na talerz, biegnie do zmywarki i woła " Tu ".

Niby takie pierdoły, a cieszą :D

Szczerze mówiąc nie mogę sie doczekać pogawędki z Ono.

Co tam siedzi w tej małej główce?!

13:24, dwaplusono
Link Komentarze (1) »
piątek, 25 listopada 2011

O czym Ja bym pisała, gdybym nie zamieszkała z Teściami?! No o czym? To niekończąca się opowieść....a właściwie narzekanie ;D

Nie są tacy strasznie źli- ze szczególnym naciskiem na "strasznie". Jednakowoż mój Teściu przechodzi czasem wszelkie granice. Jest to jedyna osoba, której rady sugestie, propozycje, teorie, słowa, zawsze-ale to zawsze mnie irytują bez względu na to czy ma rację czy nie.

Każdy może mi powiedzieć wszystko. Posłucham, zastanowie się nad tym, ewentulnie wykorzystam lub obiorę inna drogę. W końcu zawsze dobrze posłuchać jak coś robią inni. Jednak niech tylko coś "doradzi" mi dziadek Gaduła- wtedy macie pewność, że zrobie zupełnie na odwrót :D I na pewno będę miała inne zdanie niż On. Przekorna jestem, a może złośliwa?

Pewnie jestem już do niego uprzedzona ;>

A co?!

Wolno mi!

11:07, dwaplusono
Link Komentarze (1) »
środa, 23 listopada 2011

Miałam umówić termin cesarskiego cięcia, a potem sruuuuu do szpitala na kilka dni i powrót z małym człowieczkiem w ramionach do domu....bez bólu, strachu, braku kontroli, powikłań....

A dziś po konsultacji w szpitalu, w którym zdecydowałam się na poród dowiedziałam się, że ustalania terminu nie będzie. Bo choć sa wskazania do CC: rodzę duże dzieci i pierwszy poród to była cesarka, to najpierw spróbujemy "po Bożemu" tzn. siłami natury. Dopiero w trakcie zrobimy CC, jeśłi coś nie będzie szło jak należy. I co? Co ja głupia zrobiłam ? No, zgodziłam się :( Że to lepiej dla mnie, dla dziecka, szybciej dojdę do siebie, pokarm też szybciej sie "wyprodukuje"...

Dochodzę jednak do wniosku, że mam troche sama żal do siebie po pierwszym porodzie, że nie dałam rady urodzić sama.
Tak, troche się czuje, że się nie sprawdziłam. W końcu tyle kobiet dało radę, a Ja nie. No to mam szanse na kolejną próbę:(

Człowiek to jednak dziwna istota. Szybko zapomina się ból i strach w obliczu nowego wyzwania.

GO GO POWER RANGER!

11:41, dwaplusono
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 21 listopada 2011

Szanowni Państwo,

Uważam sezon przeziębieniowo-grypowy za oficjalnie otwarty:D

W naszej szanownej willi choróbsko przyniósł dziadek Gaduła, następny w kolejce był Sprawca, a na dzień dzisiejszy Ono cieknie z nosa niczym z zepsutego kranu. Szczęśliwym trafem losu jeszcze nie nabawiła się gorączki, jednak jak mniemam ta "przyjemność" jeszcze przed nami:)

Muszę jednak pochwalić dziecię swe, gdyż to Ono najdzielniej z całej trójki znosi niedogodności jakie czyni jej wirus w ogranizmie.

Najbardziej "cierpiący" jest dziadek Gaduła. Narzeka na okrągło! Słuchać się tego nie da. Babcia Dobra rada czyli ma Teściowa leczy go oczywiście jedynie specyfikami pochodzenia naturalnego, a więc kropi mu nos aloesem wyciskanym z listków, faszeruje swoimi syropami z czarnego bzu, mlecza oraz miodu, by na koniec zastosować kurację "naświetlania czarodziejską lampą". Jest to urządzenie, które kosztowało majątek (liczony w tysiącach zł), które jakoby ma leczyć wszystkie dolegliwości. Jak dla mnie to praktycznie latarka tylko straaaasznie droga. Nie pozwalam się zbliżyć do Ono z tym czarcim wynalazkiem, a należy zauważyć, że Babcia Dobra Rada usilnie nas chce nią naświetlać. Po moim trupie!

Również Sprawca, nie grzeszy cierpliwością w stosunku do kataru i bólu głowy, choć faszerujemy go Ferwexami, czosnkiem w tabletkach i innymi cudami medycyny klasycznej:D Jedyne co udało się babci Dobra Rada to zakropić mu nos aloesem. Jednak to był pierwszy i ostatni raz, gdyż Sprawca krzyczał przy tym głośniej niż Ja na porodówce, uskutecznił  odruch wymiotny( choć szczęśliwie zawartości żołądka nam nie zaprezentował ;>), oraz przeklinał na czym świat stoi. Więcej Babcia się już nie oferowała z pomocą. :)

Czeka nas pewnie z Ono wizyta u lekarza, jednak mam nadzieje odwlec ten moment jak  najdłużej w czasie. Zobaczymy jak się choróbsko potoczy.

Mądry ten nasz J.K był pisząc:"Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie, jako smakujesz, aż się zepsujesz."

12:20, dwaplusono
Link Komentarze (1) »
piątek, 18 listopada 2011

Tadammmmm!!!

Dziś Ono kończy 19 miesięcy:D Dokładnie dziewiętnaście miesięcy temu o 2:40 w nocy, w dzień pański jakim jest niedziela, postanowiono wreszcie zakończyć me męki i wydobyć mą latorośl na świat.

Ahhh cóż to był za poród ;> Oszczędze wam szczegółów. Powiem tylko, że nie życzę takowego nikomu;) Tym bardziej, że znalazłam się w zaszczytnej grupie kobiet (ok 5 % populacji) na które nie działa znieczulenie zewnątrz oponowe. Więc pomimo dwukrotnego podania ni huhu nie zadziałało :D

Za to już po cesarce, gdy mnie zszywali :D (ależ to głupio brzmi) Ono została wywieziona do taty na korytarz:) To były ich pierwsze współne chwile. DO tej pory wspominam z rozżewnieniem, chwile gdy wieźli mnie z tym wielkim łóżkiem na sale pooperacyjną i pielęgniara mówi do Sprawcy:

-"Proszę zabrać wszystko i iść z nami."

Więc sprawca pozbierał torbę, pieluchy i buty i długa za nami. W tym momencie podniosłam głowę i pytam sióstr:

-"Gdzie dziecko?!", a One oglądają się na Sprawcę i krzyczą:

-"Ale Panie Sprawco, dziecko proszę wziąć, dziecko!"

Z tych nerwów Sprawca zostawił Ono przed sala operacyjną, uznając, że moje rzeczy osobiste są większym priorytetem :D Dobrze, że uszliśmy tylko parę metrów.

Ahhhh te wspomnienia :> Złe rzeczy szybko się zapomina- to dobrze:D

Z okazji dziewiętnastomiesięcznicy Ono częstuje tortem:D

Jak to mawia dziadek Gaduła- TORCINY dziś mamy!

13:19, dwaplusono
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 listopada 2011

Zazdroszczę tym, którzy to potrafią. Tej umiejętności nie przejmowania się niczym. Nie analizowania każdego słowa, nie myślenia o konsekwencjach, umiejętności nie planowania na przyszłość.

Luzu, spokoju, relaxu.

Sądzę jednak, że te osoby mają też ten komfort, że jest ktoś kto robi to za nie. Mogą na kimś polegać, są kogoś pewne i  zdają się na kogoś zupełnie!

Chce mieć wszystko w dupie!

Czy ktoś pomoże?!
Nauczy mnie tego?!

19:56, dwaplusono
Link Komentarze (1) »

Położyłam Ono na południową drzemkę.

Przez pierwsze 15 minut była cicho.

Przez kolejne pół godziny spiewała używając wszystkich znanych sobie sylab, poczynając od "mama" na "koko" kończąc.

Po godzinie popodglądałam ją. W łóżeczku ma ok 5 misiów. Każdego kładła po kolei na swojej podusi, dawała buziaka, robiła "papa". Pomyślałam: skoro kładzie misie spać, to pewnie tez sama zaraz zaśnie. Jest dobrze.

Obecnie mija 20 minuta, kiedy moje dziecko po raz szesnasty liczy swoje paluszki:" den(jeden), da (dwa), yyy (trzy)". Dalej jej zdolności matematycznie nie sięgają.

Ciekawe co jeszcze wymyśli byle nie zasnąc.

Coś czuje, że będę miała popołudnie i wieczór z niewyspaną marudą.

Cóż za cudowna perspektywa <ironia>

13:22, dwaplusono
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 listopada 2011

Czy wasi mężowie, partnerzy, narzeczeni, chłopcy też tak mają, że gdy już wyjdą sami na tzw. miasto, to zachowują się niczym dzieci w fabryce czekolady?!

Sprawca w ubiegłą sobotę wybrał się na szkolny zlot- obchodzili dziesięciolecie zdania matury. W związku z tym Ja na tą imprezę nie byłam zaproszona ;> W wyniku tego:

- Ustalona godzina powrotu do domu na ok. 0:00 została zignorowana. Mój Pan i Władca spóźnił się "jedyne" 3, 5 godziny.

- Sprawca wrócił niemal na czworakach do domu w wyniku ponad przeciętnego spożycia alkoholu.

- Nie potrafił zdjąć spodni bez serii licznych upadków

- Kolejnego dnia nie miał pojęcia "o cóż Ja się znowu gniewam" ;>

- Od godziny 0:00 spożywał napoje alkoholowe w miejscu publicznym, tzn. w parku miejskim razem ze swoją klasą, gdyż zamknięto im lokal, przy temperaturze powietrza ok. minus 7 stopni Celcjusza, co z pewnością skończy się co najmniej katarem. Zapowiedziałam już, że Ja mu szklanki wody przy chorobie nie podam!

Zawsze uważałam się za "nie gderliwą" żonę ;) Na wspólnych imprezach nie męcze mu, aby już nie pił, gdyż wychodzę z założenia, że swój rozum ma. I do soboty- 12 listopada 2011- ten rozum faktycznie posiadał. Jednak jak widać to już przeszłość. Dlatego mam dla was ofertę nie do odrzucenia:

ODDAM MĘŻA W DOBRE RĘCE!

SZCZEPIONY! UDOMOWIONY! WYTRESOWANY! UMIE ZAŁATWIAĆ SIĘ DO KUWETY! KARNY I ZDYSCYPLINOWANY! CZYSTY! 

PROSZĘ TYLKO O POWAŻNE OFERTY!

:):):)

(Gdyby Sprawca to przeczytał pewnie by się ze mną rozwiódł ;))

 



19:47, dwaplusono
Link Komentarze (1) »
środa, 09 listopada 2011

Nie mamy telewizora.

Tzn. mamy, ale nie u siebie na górze tylko w salonie na dole- ogólnodostepnym. Komu by się chciało schodzić, żeby pooglądać cosik. Taki stan rzeczy trwa od czerwca kiedy przeprowadziliśmy się do Zbąszynka.

Dzięki temu okazało się że:

1) Mam czas na wszystko co należy w domu zrobić- prac, gotować, szydełkować:P

2) Mam wenę, aby wymyślać coraz to nowe zajęcia/zabawy dla Ono.

3) Gadam do tego mego dziecięcia na okrągło- choć to męczące, a zaznaczyć należy, że jestem typem słuchacza a nie "gadacza".

4) Rozmawiamy ze Sprawcą ze sobą, a nie "lampimy" się tylko w szklany monitor. W związku z czym wiem co go trapi, cieszy i zajmuje. Dzięki temu się poprzytulamy we trójeczkę, pogadamy do mojego brzucha i podejmiemy parę decyzji, wcześniej je omawiając, a nie w ostatniej chwili coś postanawiając.

5) Chce mi się wszystko robić..., bez żadnych aluzji. Bardziej chodzi o werwę do działania i planowania.

6) Wreszcie wróciłam do normalnego trybu pochłaniania książek- jednak to akurat nie potrwa długo,  gdyż Facecik tej możliwości mnie pewnie pozbawi znowu na jakis czas.

To zadziwiające jak taka maszyna wpływa na nasze życie.

Postanowione- PRECZ TELEWIZJO!

11:32, dwaplusono
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2
Dodatki na bloga
Liczniki internetowe