RSS
wtorek, 24 kwietnia 2012

Dziś rano, celem dobrania odpowiedniej kuracji zdrowotnej dla Ono, niezbędnym było pobranie jej "siusków" do badania. Muszę zdradzić, że generalnie robimy to dość często, ze względu na pewne predyspozycje Ono do takiej choroby jak zakażenie układu moczowego;>

Jako, że robimy to bardzo często, Ono na widok kubeczka do pobierania moczu, ściąga portki i pieluchę, staje w rozkroku i sika regulaminowo do tegoż naczynie. Jednakże w dniu dzisiejszym kategorycznie tego odmówiła.

Po wypiciu trzech szklanek herbaty chciało się jej sikać masakrycznie, jednak dzień bez zdenerwowania Mamu byłby dla niej dniem straconym. A dzisiejszą metodą by tego dokonać okazało się odmawianie wykonania tego procederu- kategorycznie. Nadmiar moczu, który zalegał jej w pęcherzu wypuszczała maleńkimi porcjami wprost na podłogę tak, że nie nadawało sie to do niczego (no chyba, że do pościerania). Moje prośby i błagania, podstępy i prezenty na nic się zdały. Jak Ono mówi NIE, to na pewno znaczy NIE. Doprowadzona więc do ostateczności, wyszorowałam nocnik dokładnie, wyparzyłam go gorącą wodą i siłą posadziłam na nim małą delikwentkę. Przytrzymałam pięć sekund na "tronie" i wreszcie zwieracze puściły, a Ono nie była w stanie już powstrzymać wypływającego z niej strumienia.

Teraz to już na pewno przez kolejny rok nie siądzie na nocnik. A w pieluchach będzie śmigać do dziesiątego roku życia.

Czy Ja już wspominałam, że moje dziecko jest złośliwe?!

09:29, dwaplusono
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Jestem w innym świecie od jakiegoś miesiąca.

Znacie drogie mamy ten stan, w którym ciągle się martwicie swoimi latoroślami- bo kaszle, bo pśtyka, utyka, mdleje, ma nieświeży oddech, ma krzywą nogę, za piętnaście lat nie dostanie się na studia, gdyż obecnie nie ma jeszcze pierwszych zębów, będzie innej orientacji seksualnej, ponieważ teraz bawi się lalkami a powinno samochodami, trochę krzywo sika?

Znacie ten stan, gdy tuż pod sercem tkwi taki mały niepokój, smuteczek czy jak go tam nazwać, bo wasze dziecko cierpli czy martwi sie czymś i tak bardzo chciałoby się ten jego dyskomfort przejąć na siebie?

Ja właśnie jestem obecnie w tym wymiarze, jednak moje rozterki dotyczą tylko spraw zdrowotnych moich drogich zasmarkańców.

Jakiś  miesiąc temu zaczęło się od Facecika. Jak już wiecie srał na zielono. Trochę mu przeszło po wyeliminowaniu nabiału. Dokładnie w ten dzień, w którym zrobił pierwszą żółtą kupę od stu lat (w życiu renifera, przed erą "dzieciów" nie sądziłam, że będą mnie cieszyć jakiekolwiek kupy w życiu) Ono zaczęła utykać na lewą nogę. Jakaż było moja "radość", gdy okazało się, że to zapalenie stawu biodrowego i jedyną skuteczną formą leczenia jest brak ruchu. Ale o tym już wiecie. Nosiłam Ono na rękach (i w każdy inny sposób też) przez bite 7 dni. Obecnie moje ręce sięgają kolan i jeszcze jeden dzień noszenia Ono ,dałabym radę - stojąc wyprostowana -  podrapać się w kostkę).  Dnia siódmego ortopeda zawyrokował- ZDROWA, MOŻE CHODZIĆ. Moje szczęście byłoby nieopisane, gdyby nie to, że rano tego dnia Ono obudziła się z 39,5 stopniami gorączki, smarkiem po pas i kaszlem który wyrywał jej płuca z piersi. Obecnie mija czwarty dzień jej i mojej mordęgi przeziębieniowej. Dziś zaświtało światełko w tunelu bo katar trochę zelżał. Jednak nawet nie próbuje się cieszyć by nie wywołać wilka z lasu i aby jutro Facecik obudził się zdrowy jak ryba.

Chyba się dziś nawet o to pomodlę, bo zaczynam psychicznie wymiękać.

Dość już tych chorób!

20:13, dwaplusono
Link Dodaj komentarz »

Ono, między innymi chorobami, które obecnie uskutecznia, ma katar. To tak tytułem wstępu ;)

Tata bawi się z Ono w jej pokoju. Ja po uśpieniu Facecika, dołączam do nich celem wyczyniania  cudów niewidów i zabaw wszelakich, w ramach akcji- "poświęcamy jak najwięcej czasu na zabawę tylko i wyłącznie z Ono"- akcja ta rozpoczęła się jakiś miesiąc temu, by Ono nie  czuła się odstawiona na boczny tor.

Tata z dumą prezentuje mi nowości lingwistyczne jakich właśnie nauczył Ono:

T(tata), O (Ono)

T: Powiedz kwiatuszku co Ci wypływa z noska?!

O: GLUT !!!! - z triumfem krzyczy córunia tatunia.

Sprawca z nieopisaną dumą w oczach patrzy na mnie i mówi z euforią:

"Ja ją tego nauczyłem. JA!!!".

Ależ jestem dumna z tego mojego mężczyzny ;D

19:57, dwaplusono
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Ostatnimi czasy jestem z "dzieciami" średnio dwa razy w tygodniu u naszej pediatry. W związku z czym wywiązała się między nami taka oto rozmowa:

D - "doktórka", J- Ja

J: Pani doktor, mąż się już ze mnie śmieje, że jakiś abonament powinnam u Pani wykupić.

D: (z pobłażliwym uśmiechem) eeeee, niech się Pani nie przejmuję. Nie jest Pani wcale taka zła   (przyp.red.: w sensie, że chyba nie znów tak często ją nawiedzam). Znam dużo bardziej nadgorliwe matki.

J: Chyba jednak jest coś na rzeczy, bo gdy zjawiam się w przychodni, to Panie w rejestracji już nawet nie pytają jak się nazywam, tylko kartę Ono/Facecika od razu wyciągają:)

D: One po prostu dobrą pamięć mają. Taka praca!

A Ja i tak znowu sie do niej wybieram. W czwartek. Tym razem tylko raz w tygodniu ją nawiedzę ;) A niech się trochę za nami stęskni ;D

20:22, dwaplusono
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 kwietnia 2012

Jak już wczoraj wspominałam Ono się rozchorowała. Dziś diagnoza potwierdzona u ortopedy. Zapalenie lewego stawu biodrowego. Leczenie? Podawać polopiryne S i do wtorku ma nie chodzić na własnych nogach. Ma być noszona, wożona, dźwigana i transportowana. Nawet jednego kroku nie wolno jej zrobić samej.

I kto mi teraz powie, jak Ja mam, do jasnej k*****, dwulatkowi zabronić chodzić. Jeszcze tak żywemu dwulatkowi jak Ono? Od godziny 11 dnia dzisiejszego jeszcze nawet jednego kroku nie zrobiła, ale Ja już padam na twarz na zmianę nosząc Ono i Facecika. Teraz mam chwile przerwy bo Ono poszła na spacer z babcią, a Facecik chwilowo przysnął.

Małemu trochę przechodzi wreszcie po trzech tygodniach ostrzeliwania wszystkiego zieloną kupą. Więc jak jemu przechodzi, to aby mi się nie nudziło, los podrzuca mi teraz chorą Ono. Tak na marginesie to ta mała kobita, nigdy nie choruje na jakieś normalne choroby, które da się wyleczyć na spokojnie w domu, chociażby antybiotykami. Od razu musi wpadać w taki stan, że albo szpital, albo 24 na dobę ma być noszona na rekach. Masakra jakaś.

W ciągu tych trzech godzin już wyczerpałam zapas zabaw, które utrzymują Ono w pozycji siedzącej: puzzle, rysowanie, opowiadanie, śpiewanie, czytanie, granie w łapki czapki i....stokrotki. Zostaje mi tylko telewizor i JIM JAM, ale dłużej niż dziesięć minut ten mały pasztecik nie usiedzi.

Może ktoś ma jakieś propozycje?! Ktoś coś podpowie?!

Ratunku!!!!!!!!!!

13:16, dwaplusono
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 kwietnia 2012

Martwię się!

O Ono się martwię, bo chodzić bidula nie może. Coś tam z biodrami ma! Jutro ortopeda nas powita zapewne z otwartymi ramionami- wszak dopiero w maju miałyśmy się zjawić na kontrolce. Jednak nie mogę czekać, bo od dwóch dni faszeruje ją nurofenem, a Ona i tak uskutecznia raczkowanie, zamiast prostej postawy. No boli ją i już.

A Ja się martwię( wspominałam juz o tym?!;>) A jak Ja się martwię to sprzątam! I mieszkanie lśni czystością! Na święta nawet tak nie wysprzątałam. I o dziwo z dwójką dzieci też się da mieć porządek przez całe pół godziny. Jest tak czysto, że z pod łogida się jeść:D

Może spróbuje?! Ono już to zrobiła;D

14:44, dwaplusono
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 kwietnia 2012

Nie czuje się winna!
Nie jest mi z tym ciężko! I jeśli jeszcze raz zaserwuje mi taki dzień jak dziś, to lojalnie uprzedzam, że zrobię to znowu!

ONO DOSTAŁA PO TYŁKU!

Dosłownie. Zdzieliłam ją trzema szybkimi po gołym dupsku- pora kąpania była więc biegała na golasa.

Pewnie tym wyznaniem straciłam kilku czytelników, paru zwyzywa mnie od najgorszych, a reszta pewnie wyśle mnie do psychiatry. Jednak przyznam się, że zostałam doprowadzona do ostateczności kilka razy w ciągu dnia, ale już wieczorem, kiedy moje zmęczenie sięgnęło zenitu, a cierpliwość wyparowała, straciłam panowanie nad sobą. Czy te klapsy pomogły!? O nie! Takie rzeczy to nie z Ono. To ją tylko pobudza do prezentowania szerszego wachlarza swoich "możliwości".

Za co dostała? Za całokształt! Za to, że już wie jak mnie zdenerwować i kiedy ma gorszy dzień, potrafi z premedytacją przeciągać strunę. Doskonale opanowała technikę docierania do najgłębiej skrywanych i tłumionych przeze mnie odruchów atawistycznych, takich jak atak w momencie zagrożenia.

Gdybym to Ja zachowywała się tak jak dzisiaj Ona, już w okolicach 10 rano najbliżsi stłukli by mnie na kwaśne jabłko, tak że wylądowałabym na "OJOMIE".

Gdy zaszłam w ciążę z Facecikiem byłam przekonana, że to On dostarczy mi tych najgorszych wspomnień z wychowywania dwójki dzieciorów do lat pięciu (podobno to w tym wieku macierzyństwo zaczyna być fajne). Jest jednak zupełnie na odwrót. To Ono budzi sie czterysta razy w nocy z wrzaskiem na ustach - Facecik wstaje tylko 3 razy na karmienie. To Ono praktycznie na okrągło się czegoś domaga, a jak nie dostanie tego natychmiast to mam gwarantowane godzinne wycie. To Ono potrafi w trzy sekundy przejść ze stanu euforii w totalną rozpacz.

Co Ja robię nie tak?! Pewnie wszystko ;/

20:06, dwaplusono
Link Komentarze (5) »
Dodatki na bloga
Liczniki internetowe