RSS
piątek, 28 września 2012

...i dalej oczom swym, uszom i powonieniu - nie wierze. W ciężkim szoku jestem i nie wiem czy szybko się otrząsnę. To pewnie jakiś wspaniały sen jest!

Spieszę donieść, że od godziny moje przydomowe stadko śpi. Jednocześnie i w tym samym czasie chrapią. Żeby było ciekawiej to Facecik śpi w pokoju Ono w wózku, a Ono w pokoju Facecika (no dobra w naszej sypialni) na naszym osobistym małżeńskim łożu:)

Chyba koniec świata idzie.

Czas schodzić do bunkrów:D

13:55, dwaplusono
Link Komentarze (1) »

Sezon grypowy w tym roku rozpoczęliśmy z grubej rury, a nawet z przytupem.

Wczoraj wróciłyśmy z Ono ze szpitala po pięciodniowym pobycie, gdy okazało się, że nie potrafię swojemu dziecku zbić czterdziestostopniowej gorączki, bo rzyga lekami dalej niż widzi. Tak więc pewnego pięknego sobotniego poranka (lało jak z cebra), wylądowaliśmy z Ono na pogotowiu. Tam również nie omieszkała potraktować swoim "pawiem" szpitalnych korytarzy i wszcząć wrzasku poruszającego budynek w posadach. Uśredniając była naprawdę dzielna.Zresztą tak jak jej osobista mamusia, która dzieliła szpitalne łóżko szerokości 60 cm, ze swoim 2,5 letnim dziecięciem. Napomknę jedynie, że to była naprawdę wyrafinowana tortura:D

Okazało się, przy tej nieszczęsnej chorobie, że nie jestem niezastąpiona. To dla mnie szok i klęska. Wszyscy z rodzinki doskonale radzili sobie z Facecikiem. Przychodzili mnie zmieniać podczas czuwania w szpitalu, abym choć dwie godziny dziennie nacieszyła się synem.Niesamowite jest też to, że Sprawca jest w stanie karmić Facecika w nocy, a następnie sprawnie funkcjonować w pracy.

Mam nadzieje, że to nasz ostatni epizod szpitalny tej jesieni. Tradycji stało się zadość i pogotowie w tym roku już odbębnione.

Teraz tylko spokojnie przeczekać zimę!

07:52, dwaplusono
Link Komentarze (3) »
czwartek, 20 września 2012

Mieszkaliśmy ze Sprawcą w Wielkim mieście trzy lata( Sprawca był tam sam o rok dłużej). Pojechaliśmy tam za pracą, lepszymi perspektywami i ciekawszym życiem niż w naszym Zbąszynku. Było nam we dwójkę naprawdę dobrze. Pojawiła się Ono i zrobiło się trochę trudniej. Choć pewnie nie chodzi o to, że było nam ciężko bo byliśmy sami- bez pomocy, wszak tysiące par jest zdanych na siebie, z gromadką dzieci. Ja ciągnęłam do domu, do rodzinnych stron. A gdy okazało się, że jestem w drugiej ciąży dla mnie sprawa stała sie oczywista- albo osiedlamy się na stałe i kupujemy mieszkanie, albo wracamy. Wróciliśmy bo tu mieliśmy swój dom, perspektywy na powiększanie rodziny, znajomych oraz rodzinę i całe to "lepsze" życie. To był nasz wolny i niezawisły wybór. Nikt nie naciskał ze strony krewnych na powrót- no może Teściowa trochę, ale nie wierciła nikomu dziury w brzuchu. Jest nam dobrze! Ba nawet doskonale. Z trzema babciami, dwoma dziadkami, wujostwem, znajomymi i tymi wszystkimi, którzy są nam naprawdę bliscy. Mamy tu życie idealne.

Spotkałam ostatnio koleżankę, która wróciła do Zbąszynka z Wielkiego Miasta. Jest samotna i bezdzietna. Wróciła bo mama naciskała. Męczyła ją ciągłymi wymówkami: że Ona sama w dużym domu (jej rodzice sie rozwiedli), że nie ma jej kto pomóc, że jest samotna i nieszczęśliwa. Więc koleżanka męczona wyrzutami sumienia powróciła na łono Zbąszynka i ma żal do mamy, że ją do tego "zmusiła".  Nie wprost oczywiście. Wjechała jej na poczucie obowiązku i Koleżanka najchętniej znów zamieszkałaby w Stolycy. Ma młodszego brata, ale ten "wypioł" się na wszystko i założył rodzinę na emigracji w Angli. Jest mężczyzną , więc On nie czuje się w obowiązku opiekować się Mamą. Ma już do opieki swoją "komórkę rodzinną".

Szkoda mi jej. Mówi się, że córkę chowasz dla siebie, a syna dla świata. Niby czemu, Ja się pytam?! Wszyscy mają swoje marzenia i plany, niezależnie od płci. Dlaczego to kobiety zazwyczaj się poświęcają i to od nich oczekuje się spełniania cudzych potrzeb, bez oglądania się na swoje. Mam nadzieje, że nie będę tak robić w stosunku do Ono i Facecika. Niech się spełniają i realizują.

Teraz tak mówię, a nie wiem co będzie za te dwadzieścia lat. Mam tylko nadzieję, że kulą u nogi nikomu nie będę.

Oby to nie były tylko pobożne życzenia.

09:02, dwaplusono
Link Komentarze (6) »
środa, 12 września 2012

I to dziś trzy z rzędu.

Cud numer jeden to taki, że Facecik dospał do 7:40. Pierwszy raz w swoim ośmiomiesięcznym życiu po zjedzeniu śniadanka o 5 rano, nie chciał się bawić i tiutiać, tylko przytulił się do pieluchy i zasnął jak zabity. A Ja głupia z tego szczęścia zasnąć nie mogłam;) Nie, no żartuje. Padłam jak mucha rażona piorunem i dopiero o 7:40 Ono nas obudziła. Ciekawe czy gdyby nie starsze Straszydło ,to czy Facecik długo by jeszcze pospał:) Dzięki tak intensywnej dawce snu uprawiam jazdę figurową na ścierce, bo energia mnie rozpiera:D

Cud numer dwa jest taki, że Facecik ucina sobie właśnie drzemkę dłuższą niż pół godziny non stop. Normalnie sypia trzy razy w ciągu dnia, po 20-30 min. Obecnie mija 1:15 min jak odpłynął do krainy snów. U mnie oczywiście szklanka jest do połowy pusta i mam nadzieje, że ta śpiączką Facecika to nie zwiastun jakiejś grubszej choroby(bo z nosa to mu cieknie od dwóch tygodni-normalka).

I wreszcie cud numer trzy. Po wczorajszym  spięciu z Dziadkiem Gadułą, Ono od godziny jest z nim na ranczo. Karmią zwierzaki i inne takie, które dzieci w jej wieku robią z dziadkami:)

A więc czas uwierzyć w cuda i dać solidny "napiwek" w niedzielę, księdzu na tacę ;)

13:18, dwaplusono
Link Komentarze (6) »
wtorek, 11 września 2012

Wracam do tematu Dziadka Gaduły, bo podq....ł mnie dziś maksymalnie!

Tyle razy mu powtarzam, proszę, krzyczę, upominam, a ten dalej swoje. Nic nie czai i doprowadza tym Ono do łez.

Ciągle jej coś obiecuje. A to lody, a to wypad nad wodę, a to spacer, a to plac zabaw. A potem w 9 przypadkach na 10(a nawet jestem skłonna powiedzieć, że w 11 przypadkach na 10), obietnicy nie dotrzymuje. I Ono wtedy ma paskudny humor. Nie mówi, że Dziadek nie dotrzymał słowa, tylko złości się o byle drobiazg, popłakuje sama nie wie czemu. Zwyczajnie w świecie czuje zawód, tylko, że jeszcze nie wie z czego to wynika.

Ale Ja wiem. Tyle razy go prosiłam, żeby nie rzucał słów na wiatr. Żeby nie plótł trzy po trzy, bo Ono później czeka na spełnienie obietnicy.Je nie mówię, że jestem idealna. Też czasem coś powiem, a później tego nie realizujemy. Jednak zdarza mi się to raz czy dwa w miesiącu, a nie codziennie.

Dziś Dziadek Gaduła od rana obiecywał Ono, że pójdzie z nim na działkę, do króliczków i kurek. I że będą razem karmić zwierzątka i zbierać jajka. Tak ją nakręcił, że już o 11 zarządała marszu na Ranczo. Schodzimy więc na dół zapytać, o której wyruszają, a tu Babcia Dobra Rada informuje nas, że Dziadek Gaduła juz poszedł. Sam. Bez Ono.

I nic się obie nie odezwałyśmy. Ono przez pół dnia uprzykrzała mi życie marudzeniem. A jak Dziadek Gaduła wrócił to.... pierwszy raz w życiu powiedziałąm mu, że jest złym dziadkiem. A niech ma. Może następnym razem się zastanowi zanim otworzy jape i coś Ono obieca.

15:51, dwaplusono
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 10 września 2012

Nie karmię już Facecika piersią. Udało się. Po dwóch miesiącach prób nauczenia go ssania z butelki nadeszła ta wielkopomna chwila, że może zostać z kimś innym na dłużej niż 2,5 godziny. Zazwyczaj dzieciaki mają problem z ssaniem piersi,bo gdy poczują butelkę żegnają matczyną mleczarnie. A u nas na odwrót- żadną miarą, po drugim miesiącu życia Facecika, ten mały skubaniec nie chciał jeść z butelki.

Szczerze mówiąc nie brakuje mi tej "bliskości" z Facecikiem, jaki miałam w trakcie karmienia. Teraz rekompensujemy sobie to przytulaniem, zabawami i innymi takimi, jakie robi się z maluchami:) On też nie narzeka. Jest zadowolony. Lepiej śpi i rośnie jak szalony. Siatek centylowych już dla niego brakło więc chyba nie jest źle. Witaj wolności :D

Cierpliwość jednak się opłaciła i po nieustannym wtykaniu mu silikonowego zamiennika do ust Matka może odpocząć i najeść się wszystkiego do woli, bez konsekwencji w postaci wijącego się z bólu, ośmiomiesięcznego Stwora nie dającego spać po nocach.

Upić się jeszcze nie upiłam, a tak sobie obiecywałam że urżnę się w cztery d... jak tylko będę mogła. To wciąż przede mną. Może ma ktoś ochotę, na opróżnienie flaszeczki winka, albo i dwóch, w sobotni wieczór.

Ja stawiam :D

09:24, dwaplusono
Link Komentarze (5) »

W nieskończoność słyszę. "Mamoooo, co lobis? Mamo, to jest...COŚ? Zooobac, tam jest.... coś."

W każdej sytuacji, trzydzieści razy na minutę, przy każdej czynności i nieustannie, Ono zaczęła zasypywać mnie pytaniami. A Ja tylko odpowiadam: "robię śniadanie, ubieram Cię, wycieram Ci pupusię, sprzątam, ogądamy bajkę, to jest Facecik, to jest zabawka".

Mały ciekawski człowieczek poznaję świat. A Ja z nim :D

09:16, dwaplusono
Link Komentarze (5) »
piątek, 07 września 2012

Nie przeklinamy w domu. Zazwyczaj i dla zasady. No chyba, że Sprawcę poniesie za kierownicą. Wtedy puszcza wiązankę, na miarę najgorszego menela spod sklepu.

Każdy w rodzinie ma jakiś zamiennik, którego używa, gdy się zdenerwuje. I tak Ja osobiście dysponuje zwrotem: "kurka rurka". Cioteczka Dżili używa sformułowania:" o kurczaku!". Dziadek Gaduła operuje: "kurtką na wacie", a Prababcia w każdej sytuacji zawoła:" O Matko Bosko!".

Przyznam się też szczerze, że często gęsto zdarza mi się wykrzyknąć, gdy np. Facecik mnie obsika: "Ty mały pieronku! Japiszonku! Gimbdziusiu" oraz inne takie, które w potocznym języku przekleństwami nie są, natomiast Ja używam ich właśnie w takim kontekście.

Ono jest mistrzynią we wstawianiu tychże sformułowań do swoich wypowiedzi. I tak np. jesteśmy na basenie. Już zagrzaliśmy się z dziatwą w "dżakuzi", więc wyruszamy na podbój większego basenu z chłodniejszą wodą. Zawsze podczas zanurzania sie w zimnej  toni, Ono przytula się do mnie i krzyczy:" ŁO MATKO BOSKO". :D

Kiedy Facecik wyrwie Ono zabawkę z ręki, zawsze go ofuknie mówiąc na niego:" To Ono, ty pielonku", albo, gdy wykonuję jakąś czynność wymagającą od niej maksymalnego skupienia (np. wkłada małe klocuszki w odpowiednie dziury), a coś jej nie wyjdzie to sepleni pod nosem:" kultka na wacie. O KULTKA NA NACIE".

Dobrze, że raczej oszczędzamy język polski, bo inaczej mielibyśmy w domu elokwentną małą "Żargonicę."

14:15, dwaplusono
Link Komentarze (1) »
czwartek, 06 września 2012

Jestem nadopiekuńcza. A co gorsza, uświadomiłam to sobie dopiero jakiś tydzień temu.

Zapytacie pewnie skąd takie wnioski. Sami powiedzcie czy takie zachowania nie kwalifikują mnie do tytułu:" Czepnięta matka roku!""

1) Wiecie już, że Ono chodzi do przedszkola- dwa razy w tygodniu, po dwie godziny. Nie wiecie jednak tego, że przez 2,5 miesiąca mądra Mamu, siedziała z nią w tym przedszkolu cały czas. Odganiała bijące dzieci, dawała do buźki śniadanko, bawiła się z rówieśnikami zamiast Ono, "wysikiwała" wszystkie dzieci jak leci- bo nie wiedzieć czemu- byłam tą Panią od siuiu. Sprawca się nabijał z matki, że nie powinniśmy tam płacić czesnego, bo zajmowałam się tam wszystkimi bachorzętami, na równi z przedszkolankami. I też uważam, że należy mi się za to wynagrodzenie ;D

2) Relacje Ono z dziećmi opierają się na nieufności. Mała parówka trzyma się raczej na dystans. Jednak będąc parę dni na wakacjach, Ono chętniej wychodziła z inicjatywą do obcych dzieciów. Dzieliła się zabawkami, dawała swoje jabłko do zjedzenia nowej koleżance, chodziła za rączkę, ze sporo straszą dziewczynką. Niech no jednak, któreś dziecko nie chciało przyjąć  jakiegoś "podarunku" od Ono. Wkraczałam natychmiast. "No weź"- mówiłam, "nie bądź taki/taka, przecież Ona Cię częstuje". Dopiero siostra ma doprowadziła mnie do pionu mówiąc, abym dała im spokój, bo sami się dogadają. Mówiłam już, że mam mądrą siostrę ?!:)

3) Nie umiem zostawić Ono samą na pięć minut. W domu jest jako tako, bo ją ciągle słyszę. Ja w kuchni czy w łazience, a Ono u siebie w pokoju nuci swoje przeboje: " W sina dal, w sina dal, za choptasia w sina dal". Albo:" O nie, nie, moje kochanie, bo mama bija za caowanie.". Lub:" Z popelnika na Wojtasia, ikierecka muga, choś opowiem bajeske, bedzie duga". Jednak kiedy przyjdzie mi zostawić ją na moment na polu w piaskownicy, albo gdy jesteśmy u znajomych i Ono z którąś ciotką zniknie mi z pola widzenia, to przeżywam katusze porównywalne z wbijaniem igieł w opuszki palców i tarmoszeniem za uszy. Wkrada mi się w serce od razu niepokój i już oczami wyobraźni widzę zmasakrowane ciało mojej dwóipółlatki, porzucone w jakimś rowie. Wiem, powinnam się leczyć. Zna ktoś jakiegoś dobrego lekarza?!

Dziś Ono dała mi wreszcie pstryczka w nos. Od dwóch tygodni zostawiam ją w przedszkolu samą. Zawsze trochę buczała, ale bez histerii. Za to dziś,po przyprowadzeniu ją do dzieci, stałam jeszcze chwilę z wychowawczynią (swoją drogą 60 zł na książki dla dziecka, które nie umie jeszcze dobrze prostej kreski narysować, to gruba przesada, o czym nie omieszkałam poinformować szanownej Pani przedszkolanki) i rozmawiałyśmy. Ono już zajęła się jakąś zabawką. Jednak, gdy zobaczyła, że nie wychodzę podbiegła do mnie i krzyknęła: " Mamuś ić, Ono nie będzie pakać, ani tloske."

Więc poszłam! I za godzinę znów po nią lecę!

Czas odpuścić. Przestać się przejmować. Dać dzieciom trochę luzu. Ja to całe wychowanie to jednak chyba zbyt poważnie biorę. Za bardzo się przejmuję, że będą mieli zakichane dzieciństwo i właśnie tym przejmowaniem im to dzieciństwo psuję. I sobie przy okazji też!

08:57, dwaplusono
Link Komentarze (7) »
środa, 05 września 2012

Jesteśmy z Ono na zakupach. Właśnie uzupełniamy w sklepie dziecięcym zapasy zupek, kaszek, pieluch i chusteczek nawilżanych dla Facecika.

W tej alejce Ono spojrzy na zabawki, w tamtej na rowerki, w innej na pluszowe misie! Nagle Ono zamiera i wpatruję się jeden punkt.

Pod ścianą , w równym rządku stoją nocniki. Żółte, zielone, grające, śpiewające, "samosię myjące", wszystkorobiące. Ono z finezja i gracją podchodzi do pierwszego z rzędu ściąga spodnie i zabiera się do ściągania majteczek. Wtedy wkraczam Ja i mówię, że tu nie wolno sisiać. Ono patrzy na mnie niczym "kot w butach w Shreku" i mówi: "Ale Ono sisi!".

No to wyprułyśmy ze sklepu, jak wystrzelone z procy i w te pędy gnałyśmy do domu, na jednym kole.

Tą oto historia komunikuję światu, że pieluchom Ono powiedziała precz definitywnie, jakiś miesiąc temu i od tej pory nawet raz nie zdarzylo się jej "zapomnieć". I w nocy tez pieluchy nie używamy. Teraz czas na nauki Facecika ;D

22:09, dwaplusono
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2
Dodatki na bloga
Liczniki internetowe