RSS
poniedziałek, 31 października 2011

Wzięło mnie!

Od rana jeżdżę na szmacie (jakby określiła to moja koleżanka). Sprzątam, myję, odkurzam, zamiatam, szyję, czyszczę i szoruję... Dobrze, że Ono w trakcie zasnęła bo ją chyba też bym w tym amoku wykapała. I mam nieodpartą ochotę okna umyć- ale martwię się, że mogę Facecikowi tym zaszkodzić więc chyba odpuszczę.

Przyszedł moment w którym mentalnie zaczynam się przygotowywać na nadejście Facecika i na tak wielką zmianę jakim jest dziecko. Pamiętam, że będąc z Ono w ciąży szał sprzątania miałam średnio raz na miesiąc- bo uważałam, żę narodzi się już za chwilę:D Z Facecikiem dopiero na początku ósmego miesiąca mnie wzięło:D W sumie dość późno. Generalnie w tej ciąży mam jakby bardziej spokojne podejście do kwestii dzidziusia. Z Ono o tej porze miałam już wybrany szpital, załatwiona położną, spakowaną torbę i miliard ciuszków wyprasowanych i wypranych w szafie. Teraz nawet nie wiem jeszcze w którym szpitalu urodze, nie mówiąc już o łóżeczku(które trzeba kupić), sterty prania ciuszków, które chociaż są juz posegregowane i logistyce związanej z całym porodem- tzn. czy rodzić w moim Zbąszynku czy może w pobliskim Wielkim Mieście;/

Nic to- dość lenistwa:D

Idę popełnić jakiś placek. W końcu jakiesik Święta jutro;)

 

 

12:51, dwaplusono
Link Komentarze (1) »
czwartek, 27 października 2011

Jako, że pomału zaczynam się przygotowywać do pojawienia się nowego potomka, odwiedziłam dziś jaskinie skarbów czyli strych, w poszukiwaniu ubranek po Ono.

Znalazłam cos jednak o wiele bardziej cennego, a mianowicie stare zeszyty mojego Lubego:)

Najbardziej zachwycił mnie ten do języka polskiego z 5 klasy szkoły podstawowej, szczególnie wypracowanie na temat "Anielki" Bolesława Prusa. Całe wypracowanie to jedno zdanie, sześćdziesięciokrotnie złożone, jednak jeden zwrot mnie rozbroił. Brzmi on tak:

"... miała też brata Józia, który był leniwym, nieruchawym chłopięciem...".

Dla was pewnie to nie śmieszne, ale dla mnie( znajacej Sprawce, jako elokwentnego krasomówcę) sparaliżowało ze smiechu na dobre pół godziny.

Ciekawe czy no odziedziczy po nim talent oratorski:D

20:04, dwaplusono
Link Komentarze (1) »
wtorek, 25 października 2011

"Jedyne, co można zrobić dla dzieci, to wychować je; nie można przeżyć za nie życia.” Elizabeth Taylor- tej nauki nie poznał nigdy mój Drogi Teściu- nazwijmy go dziadkiem Gadułą.



Od kilku dni jestem już w domu z Ono. Musiałam iść na zwolnienie lekarskie, więc wreszcie mogę zacząć doprowadzać dziecię me do pionu, po dwóch miesiącach wychowywania jej przez dziadków. Niestety dziadek Gaduła nie potrafi teraz żyć bez Ono. Gdy tylko usłyszy, że jej małe bose stópki biegają już po mieszkaniu (my mieszkamy nad teściami), nie ważne czy jest to 6 rano czy 9, czy Ja jestem w negliżu czy w pełnym rynsztunku, czy zjadłam śniadanie czy burczy mi w brzuchu- zjawia sie u nas zwarty i gotowy do krzyków, harców i gonitwy. Przyznam jednak szczerze, że moja cierpliwość też ma swoje granice i jestem blisko punktu krytycznego, w którym wyznaczę mu godziny odwiedzin u wnusi. Jednak nie o tym chciałam....

Dziadek i Ono bawią się razem świetnie. Tzn. Dziadek bawi się właściwie sam, bo nic nie da Ono zrobić samodzielnie. Gdy ta np. składa klocki, ten jej wyrywa mówiąc: ” Zobacz wnusiu tak to się robi” i buduje wieże za nią. Gdy ta bierze swoją małą torebeczkę z małym zasuwaczkiem, by sobie go poodsuwać i pozasuwać przygryzając swój własny języczek i trenując cierpliwość i koordynację, dziadek Gaduła wyrywa jej torebuńkie i z dumą prezentuje jak należy to robić poprawnie. Gdy moje dziecko ma w planie przejrzeć swoją ulubioną książeczkę ze zwierzętami i ponaśladować ich odgłosy, dziadek natychmiast ją ubiega w dźwiękonaśladownictwie kur, krów i świnek mucząc, gdacząc i gęgając w wniebogłosy. Gdy zwróciłam mu uwagę by pozwolił Ono zrobić coś samej, a On niech tylko ją dopinguje powiedział mi, że jej trzeba pokazać bo inaczej będzie robić źle. Postanowiłam się więc nie odzywać i poczekać na rozwój sytuacji.

Za miękka jestem chyba dla tych dziadków. Dzieje się tak, gdyż rozumiem że przez półtorej roku mieli z nią kontakt raz na miesiąc lub rzadziej i chce aby się nią nacieszyli. Sądzę jednak, że nadeszła pora, aby doprowadzić ich do porządku.Wszystkich bez wyjątku.

W końcu kto tu jest matką, czyli wyrocznią?!:D Ja, Ja, Ja i bez walki władzy nie oddam.



A więc do boju!!!

 



10:12, dwaplusono
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 24 października 2011

Wydało się!

Dziecię me jest intensywnie dokarmiane słodyczami przez szanownych dziadków. I to nie moich teściów tylko moich osobistych i własnych rodziców. A tak prosiłam i upominałam, że góra jeden wafelek i to po obiedzie.

Tak mnie właśnie dziwiło co to moje dziecko zaraz po wejściu do dziadkowego pokoju natychmiastowo biegnie do jednej z szuflad, przykłada paluszek do ust i mówi „ciiiiii”. Śmiałam się wcześniej, że chodzi tu o to żeby dziadka nie budzić. O w jak wielkim Ja byłam błędzie! Wczoraj przyłapałam ich tzn. Dziadka Gburka (mojego tatę) i Ono jak po tajniacku wyciągają stamtąd wielkiego cukierka w czekoladzie. A zapas tychże jest tam na caaałe dziesięciolecia.

A Ja się martwię, że Ono jeść nie chce. Wymyślam obiadki, miele mięsko, robie buzię i inne zwierzątka z warzyw byle coś zjadła, karminy jej liczne zwierzątka.....Żyły sobie wypruwam....A tu takie zaskoczenie!

No ale cóż Ja miałam zrobić. Parsknęłam śmiechem. Ochrzaniłam dziadka, a Ono z uśmiechem na twarzy wepchała całego cukierka naraz do buzi i tyle udało mi się zdziałać.

Jak znam życie to pogadanka spłynęła po dziadku Gburku jak po kaczce i tyle wyniknie z mojego produkowania się.

Rozumiem teraz mamy które całkowicie zakazują jedzenia słodyczy. To pewnie bardzo mądra i odpowiedzialna decyzja.

No cóż, Ja widocznie do takowych nie należe.



11:37, dwaplusono
Link Komentarze (3) »
niedziela, 23 października 2011

Bycie matką to dla mnie olbrzymi wysiłek. Nie rozumiem kobiet, które całe swoje ambicje i nadzieje przekładają na swoje dziecko, rezygnując z własnych marzeń i dążeń. Ja nie potrafię w ten sposób. W skrytości serca troszkę czuję, że przez Ono i Facecika mój świat jest ubogi i nic dobrego mnie już w życiu nie spotka. Ciągle na pierwszym miejscu będą dzieci i muszę sie podporządkowywać. Mam odczucie jakby moje życie nic juz nie znaczyło, że juz nie uda mi się „zdobyć świata” i zrobić piorunującej kariery, zobaczyć Indii i nurkować z delfinami. Nie będę miała po prostu czasu i energii, a jedyne co może mnie dobrego spotkać to wdzięczność Ono i Facecika za to, że wszystko dla nich poświęciłam.

 

Jak na razie macierzyństwo to dla mnie pasmo wyrzeczeń. Zaczynam sie zastanawiać co mnie podkusiło na drugie dziecko?! Dlaczego nie chciałam odpocząć, odchować Ono, zrealizować swoje plany dotyczące tylko mnie i dopiero potem ewentualnie „dorobić” sobie kolejnego dzidziusia?! Mam chyba jakąś chandrę połączona z depresją. A może to hormony buzują.

 

Może powiecie, że jestem złą matką, że przesadzam. Pewnie macie rację. Jestem typem cierpiętnicy, która poświęca się dla każdego, nie narzeka, a w skrytości serca ma pretensje do wszystkich, że nie pomagają. Zdaję sobie doskonale sprawę, że sama jestem sobie winna. Zawsze wszystko chce sama, bez pomocy, żeby innych nie obarczać, żeby być idealną żoną, matką, siostrą, córką, synową. Popadam w jakiś rodzaj samo utrapienia, że taka cudowna ze mnie samowystarczalna doskonała kobieta, ale w środku padam na pysk już ze zmęczenia. Nie mam siły z tym wielkim brzuchem choćby podłogi w domu pozamiatać, a nie mówiąc już o pracy zawodowej i zadowalaniu wszystkich dookoła. Mam wielka ochotę wsiąść do samochodu i odjechać. Zostawić to wszystko za sobą. Zacząć od nowa. Odpocząć i naładować baterię.

 

Chodzę ostatnio i buczę!!! Aż dziw, że Sprawca jeszcze ze mną wytrzymuje!

 

Mam dosyć!

 

A teraz możecie mnie zlinczować.....



11:33, dwaplusono
Link Komentarze (2) »
środa, 19 października 2011

Emocje które targają kobietą tuż po porodzie to kalejdoskop wrażeń, uczuć i natłok spostrzeżeń. Generalnie Ja swój poród wspominam niechętnie i nie chce do tego wracać:D Tekst poniżej odnosi się dokładnie do tego co przeżywałam na początku naszego wspólnego życia z Ono.

Źródło www.edziecko.pl

"Późniejsze objawy stresu okołoporodowego mogą być rozmaite, niektóre z nas postrzegają dziecko jako pasożyta, kogoś, kto zagraża życiu. Taki maluch nie jest entuzjastycznie witany w domu. Kobieta może znienawidzić dziecko i partnera za to, że w trakcie porodu stało się coś strasznego.

Mało która się do tego przyzna.

W każdej kulturze funkcjonuje kult bycia idealną matką. Dlatego kobiety są od zawsze skazane na porażkę. Dziecko po porodzie nie jest ani ładne, ani kontaktowe, trudno zgadnąć, o co mu chodzi. Bywa kłopotliwe. Kobieta jest śpiąca, zmęczona, chce się ogarnąć, bo gdzieś jej cieknie, coś boli, nabrzmiewa - nie wiadomo, od czego zacząć, a jeszcze jest dziecko do opieki. To już jest trudna sytuacja. Plus jeszcze parę detali, które mogą się pojawić. Do matki dociera, że musi zajmować się dzieckiem do końca życia, chociaż nie ma pojęcia, jak tę odpowiedzialność ponieść. I - na głębszym poziomie - wiadomość o narodzinach życia jest zarazem wiedzą o nieuchronności śmierci. Normalnie się nad tym nie zastanawiamy, ale teraz nagle to przeżycie spada jak grom na już nadwątloną psychikę.

Dla części kobiet macierzyństwo bywa tylko kolejnym zadaniem do wykonania.

Spotkanie współczesnej kobiety z czymś tak pierwotnym jak poród może być rzeczywiście szokiem. Jeśli jest on trudny - po prostu nie może się pozbierać. Wszystko w życiu świetnie idzie: jestem samowystarczalna, wszystko jest pod kontrolą, a tu nagle pękłam. Okazało się, że moje życie było zagrożone albo czułam, że umieram. Ta sytuacja w porównaniu z poprzednim wizerunkiem, który dla kobiety sukcesu jest czymś wyjątkowo ważnym, poród i krew - prymitywna nagość tego doświadczenia, którego nie da się wygładzić i poperfumować, może stać się nie do zniesienia. Niektóre panie próbują desperackich prób - zaraz gdy rany się wygoją, wracają na siłownię i do pracy. Mimo że noworodek przywiązuje matkę do siebie poprzez zapachy, dźwięki, karmienie, ssanie i koktajl hormonalny, niektóre matki odcinają się od naturalnych reakcji na nie. W pewnych okolicznościach można im zaprzeczyć tak dalece, że następuje porzucenie roli i uczuć macierzyńskich. Takie zachowanie wiąże się najprawdopodobniej z potrzebą zniwelowania doświadczenia porodu i zmiany w życiu, która jest trudna i szokująca dla kobiet skupionych na zupełnie innych sprawach życiowych. "

 

Dlatego tak ważne jest dla mnie, aby kolejny raz urodzić szybko, sprawnie, bezbolesnie- cesarką rzecz jasna!

Ból istnienia:D

20:53, dwaplusono
Link Komentarze (1) »
wtorek, 11 października 2011

"Kiedy decydujesz się na dziecko,
zgadzasz się, że od tej chwili
twoje serce będzie przebywało poza twoim ciałem."
(Katharine Hadley )

20:05, dwaplusono
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 października 2011

"Kiedy przychodzi najlepszy czas na dziecko??" - zapytała mnie dziś koleżanka- "Skąd wiedziałaś, że to najlepszy moment?"

Odpowiedziałam jej słowami, gdziesik tam przeczytanymi: "Dzieci przychodzą kiedy chcą, a Ty tylko możesz na nie czekać."

Nigdy nie ma odpowiedniego momentu i zawsze to nie jest ta właściwa chwila. Trzeba po prostu przyjąć to co niesie ze sobą życie i w miare możliwości cieszyć się tym.

Ja ma jedno przesłanie: Rozmnażajmy się bo i tak nie będziemy mieć emerytury, a więc dzieci to inwestycja w naszą własną przyszłość- marketingowe podejście do płodności :D

21:13, dwaplusono
Link Komentarze (3) »
środa, 05 października 2011

Córeczko moja!

Patrząc na Ciebie często zastanawiam się dlaczego Bóg obdarzył mnie zaszczytem wychowywania akurat Ciebie?! Z całym Twoim temperamentem, charakterem i osobowością. W końcu mogłam być mama jakiegoś apatycznego Tomka czy marudzącej wiecznie Kasi, a jednak dano nam akurat siebie na wzajem.

Ciągle łapię się na tym, że nie umiem  być dobrą, cierpliwą, ciepłą, spokojną, podręcznikową mamą. Zawsze byłam pewna, że będę cierpliwą nauczycielką dla swoich dzieci, troskliwą opiekunką- idealną po prostu  mamuśką! Jednak życie różni się znacząco od moich założeń. Zdarza mi się krzyknąć na Ciebie lub fuknąć za byle jaką pierdółkę- nie znoszę się za to! Nie przytulam Cię tak często jak tego potrzebujesz i nie jestem na każde Twoje zawołanie. Pewnie gdybym nie miała ciągle z tyłu głowy, że MUSZĘ Cię wychować na dobrego człowieka, to wyglądało by to zupełnie inaczej.

Moi rodzice byli na każde moje skinienie, o każdej porze dnia i nocy (ze szczególnym uwzględnieniem nocy) i nie wyrosłam przecież na  kogoś złego. Myślę więc że chyba obu nam trochę odpuszczę, a jeśli Cie za bardzo rozpieszczę to dopiero wtedy zastanowię się co dalej. Możemy tak się umówić?!

Od dziś możesz wreszcie spać ze mną i z tatą! A co?! Zaszalejemy :) Będę bardziej cierpliwa, ale Ty też musisz mi pomóc i też bądź dla mnie bardziej wyrozumiała. Noszę pod sercem Twojego braciszka i nie zawsze mam siłę dać z siebie 150 %.

Kocham Cie Ono miłością, która mnie przeraża i przytłacza- bezwarunkową i nieobliczalną. Nawet jesli będziesz robić ze swoim życiem jakieś najgorsze rzeczy to już dziś wiem, że moja miłość i strach o Ciebie będą tylko coraz silniejsze. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić rzeczy, którą musiałabyś zrobić, abym się od Ciebie odwróciła. Nie ma takowej. Zatracam się w NAs.

A teraz spij dziecinko

Mama czuwa

19:48, dwaplusono
Link Dodaj komentarz »
Dodatki na bloga
Liczniki internetowe