RSS
piątek, 26 października 2012

Nowa miłość Ono ma na imię Luluś;>

Nie wiem czy kojarzycie tego zająca, ale mnie koleś działa już na nerwy.

Ono weszła w fazę oglądania bajek. Mogłaby siedzieć przed tv lub przed kompem na okrągło i nawet nie mrugać. Ja już bez przerwy "kombiduje" (tak słowo "kombinuje" wymawia me dziecię) jak odciągnąć ją od ekranu, ale powiem Wam,że jest ciężko.

A kiedy da się bajkę wybrać, Ono zawsze mówi, że chce Lulusia. To taki beznadziejny zając, który ciągle rysuje. Zwyczajny psychol, który za kumpele ma gadającą biedronkę. No widział ktoś kiedyś, żeby biedronka kumplowała się zającem?

Mają niesamowicie drażniące powitanie:"Dzień dobry Luluś. Dzień dobry Kropko (to ta beznadziejna biedrona)." I słysze to co osiem minut, bo tyle trwają poszczególne bajki.

Nie tylko dlatego nienawidzę królika. Chodzi o to, że Ono kocha go bardziej niż mnie ;/ Tak, tak! Nie pomyliłam się. Kiedy pytam czy Ono kocha mamę prawie zawsze odpowie, że nie. Nie wnikam w podłoże psychologiczne bo pewnie musiałabym dojść do wniosku, że gorszej matki to jeszcze świat nie widział. Poczekam jeszcze parę lat, aż usłyszę to od swoich pociech. Po co wychodzić przed orkiestrę.

Natomiast kiedy pytam Ono jaką bajkę jej włączyć zazwyczaj leci taki monolog:

"Ono ce Lulusia. Bo Ono kocha Lulusia. On jet kofany i ładny. I klopecka tes jet kofana."

No nie zatłuc gada?! Lulusia rzecz jasna!

19:44, dwaplusono
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 22 października 2012

Dziesiąta rano.


A gdzie dziewiąta?! Gdzie zniknęła mi cenna godzina mojego egzystowania z moimi dziećmi? Gdzie godzina czerpania radości z bycia matką, z obcowania z nieletnimi (póki jeszcze chcą ze mną obcować), dzikich zabaw, cieszenia się z czasu spędzanego tylko we troje?

Pieron w nią strzelił ( w tą godzinę rzecz jasna), bo zwalił się nam na głowę Dziadek Gaduła i teraz to On ustala reguły.

Nie pozwala Ono malować swoich malowanek, bo pokoloruje niedokładnie. Z tego też powodu należy ją w tym wyręczyć i nie dopuścić do rysowania. Dziadek Gaduła sam, kredkami Ono, na własnym kolanie kończy właśnie rysunek Kubusia Puchatka z baryłką miodu. Jest zachwycony swoim arcydziełem i tylko mówi do siebie:” O jak ładnie dziadek namalował. Ochohhoohoo! Ale ślicznie! No cudo. Widzisz Ono- od kreseczki do kreseczki trzeba. Równiusieńko!”. Dziadek nie widzi, że Ono olała go zupełnie siedzi sobie sama w przedpokoju z matką swą i Facecikiem i kończy układać garaż z klocków dla swoich bryk.

Tym razem Dziadek Gaduła tak bardzo nam nie przeszkadzał. Przyszedł na górę i po tym jak swoim tubalnym szeptem obudził Facecika, sam grzecznie się bawił zabawkami Ono w jej pokoju. Bo Dziadek Gaduła nie potrafi się bawić z „prawietrzylatką”. On chciałby, żeby wszystko było zrobione na tip top. Bezbłędnie, równiutko i jak trzeba. Jednak wymaganie od małego dziecka, żeby książeczki podawało mu alfabetycznie albo żeby kręciło bąkiem siedem razy, a nie tysiąc albo żeby układanka leżała prostopadle do desek na podłodze, jest lekką przesadą. Nie mówiąc już o tym, że Dziadek Gaduła musi mieć wszystko idealnie jak w zegarku, więc wyręcza Ono w czym tylko się da. Wnuki służą mu tylko do tego aby miał kto podziwiać jego „wyczyny”.

Dlatego też nauczona doświadczeniem zorganizowałam cichy kącik w przedpokoju, gdzie wyniosłam parę zabawek i gdy nadchodzi dziadek zaszywamy się tam po cichutku i z daleka obserwujemy jego godną podziwu cierpliwość.

No tak, ale już dziesiąta więc znowu czas napełnić brzuchy moich pasożytów bo gotowi jeszcze mnie zjeść.

Do kuchni marsz!

20:16, dwaplusono
Link Komentarze (2) »
czwartek, 18 października 2012

Tak patrze na te swoje dzieci i dochodzę do śmiesznego, a być może błędnego wniosku, że chłopcy rozwijają się szybciej intelektualnie, a dziewczynki szybciej motorycznie.

Po kolei. Ono mając dziewięć miesięcy(czyli tyle ile ma teraz Facecik) stawała już sama przy meblach, moich nogach, obrusach, łóżkach i przy wszystkim tym co dało się tylko złapać. Facecik jest dopiero na etapie nauki przyspieszania "kroku" przy raczkowaniu. A guzów ma tyle, że zaraz mu druga głowa wyrośnie.

Ono mając pół roku już sama pewnie siedziała i potrafiła z pozycji na brzuszku usiąść. Facecik tą sztukę opanował dopiero jakiś miesiąc temu. A i teraz zdarzają mu się nieudane próby, więc tył głowy tez ma obtłuczony tak, że kasku mu już nie potrzeba (czaszka mu zgrubiała od tego ciągłego walenia).

Ono mając dziewięć miesięcy miała już z osiem zębów(czy to można zaliczyć do rozwoju intelektualnego czy do motorycznego?;>). Facecik ma dwa zęby i na razie na więcej się nie zanosi.

Jeśli chodzi o umiejętności to z kolei Facecik znacznie przegonił Ono. Już teraz świadomie wypowiada sylaby takie jak baba, dada, tata, mama. Ono skapnęła się o co w tym chodzi dopiero około 12 miesiąca życia. Potrafi wskazać w książeczce kota paluszkiem (choć kota na oczy w życiu nie widział). Ono długo nie potrafiła rozróżniać przedmiotów, które się jej pokazywało. Facecik daje buziaka, poprzez intensywne mlaskanie. Pokazuje gdzie jest lampa i jaki jest duży (wyciąga obie rączki do góry i sapie "ufffff"). Gdy przychodzi ktoś znajomy w odwiedziny, wita każdego miną zdziwiona/radosną i mówi:"ooooooo!!!!". Ono  te wszystkie rzeczy ogarnęła gdzieś w okolicach pierwszych urodzin.

A więc moje pytanie brzmi:" Czy chłopcy szybciej rozwijają się umysłowo?A jeśli tak, to w którym momencie się zatrzymują? Bo jak znam mężczyzn to tak w okolicach piątych urodzin chyba:P

Aby zwiększyć grupę badawczą powinnam sobie chyba zrobić więcej dzieci;>

I tu pojawia się pytanie: To może jeszcze jedno?! :>

21:05, dwaplusono
Link Komentarze (4) »
wtorek, 16 października 2012

Ósma rano- dla mnie to już właściwie wczesne popołudnie, ale nie czepiajmy się szczegółów.

Kuchenna katastrofa została jakoś opanowana. Przy pomocy sterty tetrowych pieluch doprowadziłam rejon walk do jako takiego stanu używalności. Czysto to tu nie jest, zwłaszcza, że raczkujący Facecik przykleja się do podłogi i daje wyraz swojemu niezadowoleniu poprzez szarpanie Ono za włosy. Nie czepiam się go jednak, bo sama tez mam ochotę ją wytarmosić.

Mam chwilę wytchnienia, bo Ono zaszyła się w swoim pokoju i po raz „tysiąc pińcset sto dziewińcset” robi przegląd swoich książek. Dokonuje tego poprzez wyciąganie pojedynczych sztuk z półki i układanie ich w równych rzędach na podłodze. To nic, że muszę później ten burdel sprzątać, bo Ona nawet łapą nie ruszy. Dzięki temu zajęciu mam jakieś czterdzieści minut, żeby się ogarnąć z rana. Umyć głowę, zęby, ubrać się i rzucić jakiś retusz na twarz. Moim poczynaniom towarzyszy Facecik. Jednak jedno dziecko w łazience jest do wytrzymania, ale dwoje to już tłok.

Upewniam się, że Ono jest zajęta sobą oraz literaturą dziecięcą i lecę w te pędy do łazienki, żeby dokonać porannych ablucji. Facecik siedzi w przedpokoju na podłodze i ze znudzeniem obserwuje rytuał matki przez otwarte drzwi. Jak co rano odkręcam kurek prysznica i nachylam się nad brodzikiem, żeby umyć głowę. Polewam ją szamponem i wcieram pieniącą się substancje w moje trzy włosy, które jeszcze zostały mi po ciążach. W tym momencie Ono rozdziera się na cały dom, niczym dziecko w tej beznadziejnej reklamie banku:”MAAAAAMOOOOO, KUUUUUPAAAA!”

Dlaczego Oni zawsze muszą mi robić takie rzeczy w najmniej odpowiednich momentach?!

Mówię do niej: „Ono weź sobie nocniczek i obsłuż się sama”

Ono:”Nie, Ono ce z mamusią. Na dużym kibelelku.”

Fuck! No tak! Akurat dziś moje dziecię nie chce robić wszystkiego samo i musi mieszać matkę w swoją fizjologię. No niech będzie. Posadzę ją na toaletę i niech dalej obsługuję się sama, a Ja w tym czasie spłuczę szampon. Okręcam szybko głowę ręcznikiem, ściągam bieliznę Ono i sadzam ją bez podnóżka na sedesie. Stabilnie to Ona nie siedzi, ale najważniejsze, że umie balansować ciałem i jako tako sobie radzi.

Pytam czy mogę na chwile odejść. „Taaaak mamuniu. Jesteś kochana. Ono sama”. No więc znowu wkładam łepek pod prysznic. Co pięć sekund zerkam pomiędzy nogami czy Ono jeszcze nie wpadła w otchłań sedesu i pytam czy już? Ono kręci głową, więc chyba wciąż nie jest gotowa. Za to Ja już umyłam głowę. Przykucam więc przy niej w oczekiwaniu na koniec jej „dzieła”.

„Jus!”- mówi z triumfem pierworodna i zeskakuje z toalety, wykonując poprawnie technicznego telemarka. Niczym błyskawica podciąga majtki i leci sprawdzić czy czasem ktoś nie posprzątał jej książek. Zastanawiam się czy ją gonić, aby podetrzeć ...wiadome rzeczy, ale dochodzę do wniosku, że w taki parszywy dzień jak dziś, nie chce mi się z nią wykłócać, o to czy ma czyste majtki czy nie. Najwyżej później ją umyję i przebiorę, jak dostanę natchnienia, weny albo maksymalnego wqrwa- niepotrzebne skreślić.

Facecik zerka na mnie z przedpokoju i zaczyna trzeć oczy. Ocho! Chyba pora na pierwszą tego dnia drzemkę. Aplikuję mu smoczka, podaję pieluchę, a On zasypia zanim jeszcze włożę go do łóżeczka. O jak dobrze, że wszystko zaczyna iść jak należy. Może ten dzień nie będzie jeszcze taki tragiczny. Jest światełko w tunelu.

Chwileczkę! O, nie! Słyszę kroki na schodach. Niech to szlag najjaśniejszy trafi. To pewnie dziadek Gaduła się do nas wybiera. A Ja jeszcze w piżamie...

Wiedziałam, że byłoby zbyt pięknie. Psychicznie przygotowuję się na spotkanie, podczas gdy drzwi na klatkę otwierają się po cichutku. W uchylonych drzwiach pojawia się głowa, szyja, barki....

„Śpicie jeszcze?”- wrzeszczy na cały regulator szanowny teściu, a mnie już w kieszeni nóż się otwiera.

Ciszej do jasnej...ciasnej... Tu dzieci śpią!

A tu macie dowód na to, że Ono systematycznie te swoje "kniżki" układa.

Tu dopiero zaczyna swoje dzieło.

 



21:05, dwaplusono
Link Komentarze (6) »
niedziela, 14 października 2012

Aby życie nie było nudne Ono znów popitala po domu z czterdziestostopniową gorączką. Objawów innych brak;/ To nie trzydniówka, bo tą już miałyśmy. Na szczęście tym razem nie rzyga lekami więc zbijamy ją systematycznie.

Jutro idę z jej szanownymi siuśkami do analizy, bo może tu znowu jest  choróbsko pogrzebane.

Jak zwykle w piątek wybrałam się z nią do naszej Pediatry. W końcu na pewno się już za nami stęskniła. I ta zapobiegawczo przepisała antybiotyk z przykazaniem, że jak do niedzieli gorączka nie minie, to żeby podać. A Ja, jak zwykle, bronię się przed tym rękami i nogami. Właśnie mija niedziela i obiecuję, że jeśli do jutra gorączka wciąż się będzie utrzymywała to od rana zacznę ją szpikować antybiotykiem- jak kurczaka ;>

 

Trzymajta kciuki:D

19:21, dwaplusono
Link Komentarze (2) »
czwartek, 11 października 2012

Cały dzień chodzi dziś za mną ta piosenka:

"Nie mam czasu na seks, a tak bardzo chciałabym mieć.

Nie mam czasu na kochanie, na piepszoty, całowanie...

Tęsknota we mnie siedzi jak drucik z miedzi.."

Uwielbiam Marię Peszek.

A tu cała piosenka:)

20:40, dwaplusono
Link Komentarze (4) »
środa, 10 października 2012

Siódma.

Zostaję sama na placu boju. Sprawca wycałował nas z Ono na pożegnanie i poszedł odpoczywać do pracy. Jeszcze trochę nieprzytomna siedzę z kawą przy stolę i usiłuję wlać w siebie tyle kofeiny, by być zdolną do samodzielnego myślenia. Ono męczy się nad kanapką.

Dopiero po chwili dociera do mojego mózgu informacja, że kakao wylądowało na piżamie Ono, na stole i na podłodze. Wbrew wszystkim zasadom fizyki wielka kałuża zmierza po blacie też w moim kierunku.

Po kim to dziecko jest taka niezdarą? Przecież jej matka to uosobienie gracji i finezji (pomijam fakt, że dzień w moim wydaniu, bez stłuczonej porcelany, jest dniem straconym. Wiadomo już dlaczego nie mam w domu szklanek:>). Zabijam ją tylko wzrokiem i mruczę pod nosem:”No i co teraz?”.

„Ono posiela mamusiu”. No to jak pościera, to nie ma problemu. Wręczam jej tetrę, która zapobiegawczo zawsze jest pod ręką. Udaję, że nie widzę coraz większego bałaganu, który Ono robi swoim sprzątaniem. Wszak to nie wychowawcze we wszystkim wyręczać dziecko.

Z pokoju obok zaczynają dobiegać znajome dźwięki. Tia, tia, bababa, mamamma. Ocho! Facecik zaczyna swoją tradycyjną przemowę po drzemce. Zostawiam kawę i zapracowaną Ono. Idę do swojego „drugorodnego”.

Na mój widok japa uśmiecha mu się od ucha do ucha. Dla takich chwil jest się matką. Bo patrząc na całokształt rodzicielstwa, to nie wiem czy zdecydowałabym się na to drugi raz, wiedząc co mnie czeka. Wyciągam małego delikwenta z wózka, a ten rozkosznie wtula się we mnie. „Kocham Cię syneczku!”. I ogrom tego uczucia rozlewa się w moim sercu, wymazując z pamięci poprzednią nieprzespaną noc (i wcześniejszą tez, i tą dwa dni temu i tą....) . Idę do kuchni, żeby wyściskać też Ono. Wszak mam dwoje dzieci do kochania.

Staję w drzwiach i niemal wypuszczam Facecika z rąk. Ono stoi na środku kuchni, z moją najlepszą jedwabną bluzką i stanikiem z Triumph'a, ochoczo wycierając resztki kakao z podłogi. Jest z siebie ewidentnie zadowolona. Moja garderoba wygląda jak wyjęta psu z gardła, a Ono by dopełnić efektu, właśnie smarka w rękaw bluzki. A coś przeczuwałam wieczorem, kiedy rozbierałam się po kolacji w łazience. Korciło mnie, żeby schować rzeczy do kosza na pranie, ale przecież od samego rana mam w planie wielkie pranie. Więc rzeczy zostały na szafce, co skwapliwie wykorzystała zaradna Ono. No nie dziwie się bo w tetrę to już na bank nic nie wsiąknie. Zresztą w moją garderobę też nie.

No szlag mnie najjaśniejszy trafi! Pozabijam, wydziedziczę i obciążę kosztami.

Boże daj cierpliwość by przeżyć jakoś ten dzień!

Ratuuuunkuuu!



20:29, dwaplusono
Link Komentarze (4) »
wtorek, 09 października 2012

Szósta rano.

Stoję w kuchni przy czajniku usiłując zlokalizować, gdzie się go włącza. Ono ze Sprawcą siedzą przy stole. On je śniadanie, a Ona czeka na swoje. Prowadzą bardzo ożywioną konwersację:

S(Sprawca): Jak spałaś Pieczareczko?

O(Ono): Dobse.

S: A co Ci się śniło?

O: Miś. (Każdego dnia i o każdej porze nocy zapytana o to odpowie, że śnił jej się miś)

S: A czemu już wstałaś?

O: Bo Ono godna i zje śniadanko. Mamooooo, daj kakałko!

To po co Ja stercze przy tym czajniku jak potłuczona ,by dziecięciu swemu herbatę z rana zaserwować? Czyż to nie jest oczywiste, że chce kakao? Wszak co rano żąda herbaty, a Ty jak jakaś głupia matka nie wpadłaś dziś na to, że trzeba serwować dziecku wapń w płynie. Jak zamówienie to zamówienie. Zagłębiam się w otchłań kuchennych szafek, by znaleźć kakao. W tej w której zawsze stoi, akurat dziś tam go nie ma. To może poszukam w innym nietypowym miejscu? Tak, lodówka sie nadaję, bo tam nieprzytomna matka często upycha jakieś szpargały od obcinaczek do paznokci zaczynając, a na portfelu kończąc. Jednak dziś to nie jest mój dzień, bo i tam pusto. Gdzie Ja tu mogłam to cholerstwo znowu upchać?! Bardziej odruchowo niż z premedytacją zapytowuję Sprawcę czy nie widział kakao?!

„A nie ma go w łazience.?”. Eureka. No tak! Wszak wczoraj wieczorem Ono biegała z żółto- brązową paczką kakao po całym domu. Po co?! Nie pytajcie. Ja nie pytałam i dzięki temu miałam całe dwadzieścia minut spokoju. Biegała i już. Jak to dobrze mieć czasem Sprawcę pod ręką, bo On czasami wydaje się przytomny.

No tak, ale wczoraj nie byłam na zakupach, a mleko wyszło. Wpadam na genialny plan kradzieży szklanki mleka od dziadków z lodówki. Schodzę na paluszkach na dół i niczym ninja, bezszelestnie otwieram bosh'a czy tam innego indesit'a. Jest mleko. Stoi i na mnie czeka. Wlewam więc słuszną porcje do kubka (wiem miała być szklanka, ale najzwyczajniej w świecie, Ja szklanek nie posiadam) i spitalam na górę jak goniona przez stado lwów. Teraz już tylko odgrzać na gazie, zasypać kakaem i zamówienie zrealizowane.

A niech to. Życie przecież nie może być takie piękne. Choć kakao pyka już na gazie, to skąd Ja wezmę jeszcze mleko do płatków, które Ono zawsze je na śniadanie. Do sąsiadki już nie pójdę po nocy na „szabry”, bo wezwą gliny albo tych od wariatów i dzieci nie zobaczę przez najbliższy rok(w najlepszym wypadku). Jednak nie od wczoraj jestem matką i wiem, że dzieciom najlepiej smakuje akurat to, co ktoś inny ma na talerzu.

Ja: Ono zjesz kanapkę z tatusiem?

Ono aż świecą się oczy.

O: Tak Ono zje!

I już gramoli mu się na kolana. Pomimo niewyspania jeszcze jako taki refleks mam.1-0 dla mnie. Udaję, że nie widzę jak Sprawca zdejmuje mnie wzrokiem, odwracam się do czajnika i nastawiam wodę na swoją wieeeeeelką kawę.

Siadam do stołu z kubkiem w rękach i zamieram...bo przecież nie mam mleka. Jak tu pić kawę bez mleka? Nie myśląc długo przelewam trochę kakao Ono do swojego kubka z kawą. W końcu uczymy ją, że trzeba się dzielić, to dziś podzieli się z mamusią.

 



08:36, dwaplusono
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 08 października 2012

Mogłabym się do tego przyzwyczaić.

Pewnego niedzielnego dnia, Babcia Samo Zło i Dziadek Gburek , o godz 9:30 porwali moich domowych małych szantażystów, na cały dzień do siebie. Cóż to była za radość- z mojej strony rzecz jasna. Dzieciarnia też wyglądała na zadowoloną, kiedy wpychałam ich w ramiona Dziadków- byle szybciej wyszli.

Mogłoby się wydawać, że powinniśmy ze Sprawcą nadrobić wszystkie "wiadome" zaległości, albo zrobićwieeelki wypad do Większego Miasta lub jakiś znajomych molestować swoją obecnością. Nie! My legliśmy pod kołdrą i przespaliśmy caluteńki dzień. Do 14 chrapaliśmy w najlepsze, aż obudził nas pusty żołądek. Dobrze, że zapiekanka z soboty czekała w lodówce. Po zaspokojeniu pierwszego głodu, jak przystało na stare dobre małżeństwo, Ja czytałam książkę, a Sprawca "surfował" po necie. Nawet udało mi się emalię na paznokcie rzucić. Chyba pierwszy raz od stu lat.

O 17 pojechaliśmy po dzieciarnie.

Dziadkowie ledwo żywi, ale dzieci za to przeszczęśliwe. Zresztą jak ich mateczka, bo coś niecoś się za nimi stęskniłam ;>

Muszę powiedzieć, że teraz nie wyobrażam sobie domu i życia bez tych dwóch małych pasożytów. Życie jakieś takie bez celu by się wydawało.

Z tego nadmiaru szczęścia jak na jeden raz, aż zasnąć z wieczora nie mogłam. A dzieciarnia standardowo od północy urządzała nocne figle.

I tak wróciłam do rzeczywistości.



11:13, dwaplusono
Link Komentarze (3) »
sobota, 06 października 2012

Piąta rano.

No nie dam rady już dłużej udawać, że śpię, gdy wprost gotuję się we mnie. Myślałam, że zaśniesz, Ty mała wredna, męska, szowinistyczna ...marudo. Jak w wieku dziewięciu miesięcy można być takim samcem i myśleć tylko o swoich potrzebach? Wyobraź sobie, że Ja też jakieś mam np. godzinkę nieprzerywanego snu.Czy Ja tak dużo od losu wymagam?

Zaczynasz wydawać okrzyki niczym aborygen w skali stu decybeli. Myślisz, że nie wiem o co Ci chodzi?! Jestem te dwadzieścia kilka lat starsza od Ciebie i znam te patenty. Ty chcesz swoją starszą siostrzyczkę obudzić , Ty mała złośliwa ...(proszę o wstawienie dowolnego epitetu). O, nie! Nie tym razem! Co rano rozdzierasz japę, a jak tylko Ono przydrepta od siebie z pokoju, Ty natychmiast stajesz się słodkim i cichym niemowlakiem. Nie ze mną te numery....Faceciku. Dziś uśpię Cię choćby siłą w wózku. Będę Cię bujać do omdlenia ramion, ale dopnę swego!

„Przytaszczam” (jest takie słowo?;>) wózek po schodach z pierwszego piętra i wstawiam go do pokoju gospodarczego (jeśli w okolicach czterdziestki nie wysiądzie mi kręgosłup to będzie cud -ale mam nadzieje, że do tego czasu znajdziesz dobrą pracę i zrekompensujesz matce Twoje CIĘŻKIE wychowanie). Tu po zamknięciu drzwi nawet KGB Cię nie usłyszy. Oki. Leżysz już w naszej stu kilowej spacerówce, przypięty szelkami niczym kierowca Formuły Jeden w swoim bolidzie.

No tak oczywiście. Musiałeś znowu się zesr..... No zaraz mnie tu szlag najjaśniejszy trafi- Panie przebacz. Niczym kocica, na czubkach palców lecę do sypialni po przypory do przewijania. Tym razem poszło sprawnie i szybko, bo bez wyrzutów sumienia przytrzymałam Cię kolanem, kiedy wiłeś się jak piskorz próbując uniemożliwić mi higienę Twojego pupska.

Znów zapinam Cię w wózku. Bujanie czas zacząć. Do przodu, do tyłu, do przodu do tyłu... do przodu, do tyłu....

Dlaczego na spacerze zawsze od razu kimasz choćbyś dziesięć minut temu odbył godzinną drzemkę, a dziś odmawiasz współpracy?!

Do przodu, do tyłu, do przodu.... O fuck, zaczyna mnie ramię boleć. Wytrzymam jeszcze chwilę. W końcu to nie może potrwać długo.

Do przodu, do tyłu....Zaczynam nucić kołysankę, ale po chwili dochodzę do wniosku, że Twoje mruczenie oznacza chęć przyłączenia się do występu, więc natychmiast się uciszam.

Do przodu, do tyłu, do przodu.... Matko ile Ja już tu stoję?! Pięć minut? Dziesięć? Nic no jeszcze chwile wytrzymam. Do przodu, do tyłu, do przodu do tyłu....

Dryń, dryń.To budzik. Budzik Sprawcy. To już szósta rano?! Ale kiedy, jak? To Ja tak przez bitą godzinę Cię bujam. No chyba żartujesz? Zaglądam do wózka, a Ty słodko pochrapujesz. No wreszcie udało się!!!!!!!!!!!

Pędzę do sypialni i wbijam się pod kołdrę. O jak błogo. No teraz to do siódmej na bank pośpię. Alllellluja!!!!

Sprawca wygrzebuje się z pościeli i zawadza nogą o kabel elektronicznej niani, która stoi po jego stronie łóżka. Bądź na wieki przeklęty Ty ciapo, Ty sieroto Boża, ty Ojcze od siedmiu boleści. Zamieramy nie oddychając czy Facecik słyszał te grzmoty. Odpowiada nam tyko cisza. Wzdychamy z ulgą, a Ja znowu przykładam głowę do poduszki.

Nagle w drzwiach staje Ono. Rozczochrana jak nieboskie stworzenie i mówi „Mamo, choć. Ono ce śniadanko.”

No to pozamiatane- myślę i idę podciąć sobie żyły nożem do krojenia chleba.

To będzie na pewno udany dzień ;>



12:10, dwaplusono
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2
Dodatki na bloga
Liczniki internetowe