RSS
wtorek, 09 października 2012

Szósta rano.

Stoję w kuchni przy czajniku usiłując zlokalizować, gdzie się go włącza. Ono ze Sprawcą siedzą przy stole. On je śniadanie, a Ona czeka na swoje. Prowadzą bardzo ożywioną konwersację:

S(Sprawca): Jak spałaś Pieczareczko?

O(Ono): Dobse.

S: A co Ci się śniło?

O: Miś. (Każdego dnia i o każdej porze nocy zapytana o to odpowie, że śnił jej się miś)

S: A czemu już wstałaś?

O: Bo Ono godna i zje śniadanko. Mamooooo, daj kakałko!

To po co Ja stercze przy tym czajniku jak potłuczona ,by dziecięciu swemu herbatę z rana zaserwować? Czyż to nie jest oczywiste, że chce kakao? Wszak co rano żąda herbaty, a Ty jak jakaś głupia matka nie wpadłaś dziś na to, że trzeba serwować dziecku wapń w płynie. Jak zamówienie to zamówienie. Zagłębiam się w otchłań kuchennych szafek, by znaleźć kakao. W tej w której zawsze stoi, akurat dziś tam go nie ma. To może poszukam w innym nietypowym miejscu? Tak, lodówka sie nadaję, bo tam nieprzytomna matka często upycha jakieś szpargały od obcinaczek do paznokci zaczynając, a na portfelu kończąc. Jednak dziś to nie jest mój dzień, bo i tam pusto. Gdzie Ja tu mogłam to cholerstwo znowu upchać?! Bardziej odruchowo niż z premedytacją zapytowuję Sprawcę czy nie widział kakao?!

„A nie ma go w łazience.?”. Eureka. No tak! Wszak wczoraj wieczorem Ono biegała z żółto- brązową paczką kakao po całym domu. Po co?! Nie pytajcie. Ja nie pytałam i dzięki temu miałam całe dwadzieścia minut spokoju. Biegała i już. Jak to dobrze mieć czasem Sprawcę pod ręką, bo On czasami wydaje się przytomny.

No tak, ale wczoraj nie byłam na zakupach, a mleko wyszło. Wpadam na genialny plan kradzieży szklanki mleka od dziadków z lodówki. Schodzę na paluszkach na dół i niczym ninja, bezszelestnie otwieram bosh'a czy tam innego indesit'a. Jest mleko. Stoi i na mnie czeka. Wlewam więc słuszną porcje do kubka (wiem miała być szklanka, ale najzwyczajniej w świecie, Ja szklanek nie posiadam) i spitalam na górę jak goniona przez stado lwów. Teraz już tylko odgrzać na gazie, zasypać kakaem i zamówienie zrealizowane.

A niech to. Życie przecież nie może być takie piękne. Choć kakao pyka już na gazie, to skąd Ja wezmę jeszcze mleko do płatków, które Ono zawsze je na śniadanie. Do sąsiadki już nie pójdę po nocy na „szabry”, bo wezwą gliny albo tych od wariatów i dzieci nie zobaczę przez najbliższy rok(w najlepszym wypadku). Jednak nie od wczoraj jestem matką i wiem, że dzieciom najlepiej smakuje akurat to, co ktoś inny ma na talerzu.

Ja: Ono zjesz kanapkę z tatusiem?

Ono aż świecą się oczy.

O: Tak Ono zje!

I już gramoli mu się na kolana. Pomimo niewyspania jeszcze jako taki refleks mam.1-0 dla mnie. Udaję, że nie widzę jak Sprawca zdejmuje mnie wzrokiem, odwracam się do czajnika i nastawiam wodę na swoją wieeeeeelką kawę.

Siadam do stołu z kubkiem w rękach i zamieram...bo przecież nie mam mleka. Jak tu pić kawę bez mleka? Nie myśląc długo przelewam trochę kakao Ono do swojego kubka z kawą. W końcu uczymy ją, że trzeba się dzielić, to dziś podzieli się z mamusią.

 



08:36, dwaplusono
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 08 października 2012

Mogłabym się do tego przyzwyczaić.

Pewnego niedzielnego dnia, Babcia Samo Zło i Dziadek Gburek , o godz 9:30 porwali moich domowych małych szantażystów, na cały dzień do siebie. Cóż to była za radość- z mojej strony rzecz jasna. Dzieciarnia też wyglądała na zadowoloną, kiedy wpychałam ich w ramiona Dziadków- byle szybciej wyszli.

Mogłoby się wydawać, że powinniśmy ze Sprawcą nadrobić wszystkie "wiadome" zaległości, albo zrobićwieeelki wypad do Większego Miasta lub jakiś znajomych molestować swoją obecnością. Nie! My legliśmy pod kołdrą i przespaliśmy caluteńki dzień. Do 14 chrapaliśmy w najlepsze, aż obudził nas pusty żołądek. Dobrze, że zapiekanka z soboty czekała w lodówce. Po zaspokojeniu pierwszego głodu, jak przystało na stare dobre małżeństwo, Ja czytałam książkę, a Sprawca "surfował" po necie. Nawet udało mi się emalię na paznokcie rzucić. Chyba pierwszy raz od stu lat.

O 17 pojechaliśmy po dzieciarnie.

Dziadkowie ledwo żywi, ale dzieci za to przeszczęśliwe. Zresztą jak ich mateczka, bo coś niecoś się za nimi stęskniłam ;>

Muszę powiedzieć, że teraz nie wyobrażam sobie domu i życia bez tych dwóch małych pasożytów. Życie jakieś takie bez celu by się wydawało.

Z tego nadmiaru szczęścia jak na jeden raz, aż zasnąć z wieczora nie mogłam. A dzieciarnia standardowo od północy urządzała nocne figle.

I tak wróciłam do rzeczywistości.



11:13, dwaplusono
Link Komentarze (3) »
sobota, 06 października 2012

Piąta rano.

No nie dam rady już dłużej udawać, że śpię, gdy wprost gotuję się we mnie. Myślałam, że zaśniesz, Ty mała wredna, męska, szowinistyczna ...marudo. Jak w wieku dziewięciu miesięcy można być takim samcem i myśleć tylko o swoich potrzebach? Wyobraź sobie, że Ja też jakieś mam np. godzinkę nieprzerywanego snu.Czy Ja tak dużo od losu wymagam?

Zaczynasz wydawać okrzyki niczym aborygen w skali stu decybeli. Myślisz, że nie wiem o co Ci chodzi?! Jestem te dwadzieścia kilka lat starsza od Ciebie i znam te patenty. Ty chcesz swoją starszą siostrzyczkę obudzić , Ty mała złośliwa ...(proszę o wstawienie dowolnego epitetu). O, nie! Nie tym razem! Co rano rozdzierasz japę, a jak tylko Ono przydrepta od siebie z pokoju, Ty natychmiast stajesz się słodkim i cichym niemowlakiem. Nie ze mną te numery....Faceciku. Dziś uśpię Cię choćby siłą w wózku. Będę Cię bujać do omdlenia ramion, ale dopnę swego!

„Przytaszczam” (jest takie słowo?;>) wózek po schodach z pierwszego piętra i wstawiam go do pokoju gospodarczego (jeśli w okolicach czterdziestki nie wysiądzie mi kręgosłup to będzie cud -ale mam nadzieje, że do tego czasu znajdziesz dobrą pracę i zrekompensujesz matce Twoje CIĘŻKIE wychowanie). Tu po zamknięciu drzwi nawet KGB Cię nie usłyszy. Oki. Leżysz już w naszej stu kilowej spacerówce, przypięty szelkami niczym kierowca Formuły Jeden w swoim bolidzie.

No tak oczywiście. Musiałeś znowu się zesr..... No zaraz mnie tu szlag najjaśniejszy trafi- Panie przebacz. Niczym kocica, na czubkach palców lecę do sypialni po przypory do przewijania. Tym razem poszło sprawnie i szybko, bo bez wyrzutów sumienia przytrzymałam Cię kolanem, kiedy wiłeś się jak piskorz próbując uniemożliwić mi higienę Twojego pupska.

Znów zapinam Cię w wózku. Bujanie czas zacząć. Do przodu, do tyłu, do przodu do tyłu... do przodu, do tyłu....

Dlaczego na spacerze zawsze od razu kimasz choćbyś dziesięć minut temu odbył godzinną drzemkę, a dziś odmawiasz współpracy?!

Do przodu, do tyłu, do przodu.... O fuck, zaczyna mnie ramię boleć. Wytrzymam jeszcze chwilę. W końcu to nie może potrwać długo.

Do przodu, do tyłu....Zaczynam nucić kołysankę, ale po chwili dochodzę do wniosku, że Twoje mruczenie oznacza chęć przyłączenia się do występu, więc natychmiast się uciszam.

Do przodu, do tyłu, do przodu.... Matko ile Ja już tu stoję?! Pięć minut? Dziesięć? Nic no jeszcze chwile wytrzymam. Do przodu, do tyłu, do przodu do tyłu....

Dryń, dryń.To budzik. Budzik Sprawcy. To już szósta rano?! Ale kiedy, jak? To Ja tak przez bitą godzinę Cię bujam. No chyba żartujesz? Zaglądam do wózka, a Ty słodko pochrapujesz. No wreszcie udało się!!!!!!!!!!!

Pędzę do sypialni i wbijam się pod kołdrę. O jak błogo. No teraz to do siódmej na bank pośpię. Alllellluja!!!!

Sprawca wygrzebuje się z pościeli i zawadza nogą o kabel elektronicznej niani, która stoi po jego stronie łóżka. Bądź na wieki przeklęty Ty ciapo, Ty sieroto Boża, ty Ojcze od siedmiu boleści. Zamieramy nie oddychając czy Facecik słyszał te grzmoty. Odpowiada nam tyko cisza. Wzdychamy z ulgą, a Ja znowu przykładam głowę do poduszki.

Nagle w drzwiach staje Ono. Rozczochrana jak nieboskie stworzenie i mówi „Mamo, choć. Ono ce śniadanko.”

No to pozamiatane- myślę i idę podciąć sobie żyły nożem do krojenia chleba.

To będzie na pewno udany dzień ;>



12:10, dwaplusono
Link Komentarze (3) »
czwartek, 04 października 2012

Czwarta rano.

Aaaaaa, aaaaaaaa, AAAAaaaa, AAAAAAAAAAAAAAA. Łudzę się , że jeszcze zaśnie, choć na godzinę i próbuję go do tego zmusić siłą woli. Nic z tego. Facecik domaga się butelki. Wyskakuję więc z ciepłego łóżka i w tempie Usaina Bolt'a zakładam ciepły szlafrok. Obrazy przed oczami rozmazują się, a Ja znów pogrążam się w letargu.

AAAAAAAAAAA, aaaaaaa- mały terrorysta nie daje za wygraną. Resztkami świadomości zwlekam się z pieleszy i aplikuję mu smoczka. Pomaga na dwie sekundy do momentu, gdy okazuje się,że intensywne ssanie nie spowoduje wypływu życiodajnego mleka. Wlekę się więc do kuchni, gdzie butelka w podgrzewaczu czeka niczym wierny sługa. Sypię do wody miarki z mlekiem: jedna, druga, czwarta, trzecia...zaraz, zaraz! Ile Ja już tego wsypałam....hmmmm ...cztery? .....pięć?.....A olać to. Niech się wreszcie naje i da mi spać! Zastanawiam się czy nie dosypać mu leków nasennych do mleka. Hmmmm,ale w jakiej dawce...eee...lepiej nie, bo jeszcze się nie obudzi i wtedy to już na pewno mnie zamkną!

AAAAA, aaaaaaa- Facecik przywraca mnie do życia. Czas zaserwować młodzieży żarełko. Siadam koło łóżeczka, a On szuka małymi usteczkami smoczka od butelki. Jest taki kochany jak nie drze japy! Rozmaślam się i dochodzę do wniosku, że mam kochanego syneczka. Nagle z pieluchy dobiega salwa wystrzałów. O nieee! Dziś nie zmienię Ci pieluchy, bo już na pewno się rozbudzisz i o dalszym spaniu nie będzie mowy. Tak jest codziennie. Narażę Cie na odparzenia wielkości krateru wulkanu, ale dziś sen jest mi baaaardzo potrzebny, bo Twoja siostra zasnęła dopiero pół godziny temu. Muszę jeszcze się chwilę zdrzemnąć. MUSZĘ!

No dobra. Wydoiłeś już wszystko. No jak pięknie śpisz- cudnie! Ale czy w tej pieluszce to duży pakunek? Pewnie Ci zimno w pupę i na bank będziesz miał takie odparzenia, że przez rok ich nie wyleczymy. Nie będę aż tak wyrodna. Może to akurat dziś jest ten dzień, że się nie obudzisz przy przewijaniu- co rano tak się łudzę i co rano wtedy wstajesz.

Niczym saper rozbrajający bombę ściągam Ci ciuchy i zaglądam w otchłań pieluchy.

O, żesz kur... coś Ty chłopie jadł?Stado wielbłądów?! No dobra: akcja kupa rozpoczęta! Jedna rzepa, druga rzepa...fuck, gdzie Ja mam chusteczki?! No tak oczywiście, pora otworzyć kolejną paczkę. Narobię przy tym szumu jak przy ubijaniu piany mikserem. No, ale mus to mus. Udało się. Chusteczki już wycierają Ci pośladki, a Ty dalej śpisz- dobra nasza! Już prawie jestem w domu. Jeszcze tylko zapiąć napy w bodziaku. Jedna, druga, trzecia....

„GUGU! Tia tia....”. Smoczek ląduję na podłodze, a Ty wyciągasz do mnie swoje pulchniutkie rączki. Już spania to raczej nie będzie.

I jak co rano obiecuję sobie, że jutro choćbyś usrał się po pachy o tej czwartej, to nawet nie dotknę okolic pieluchy. Obiecuję!

No nic! Biorę cię do łóżka to może jeszcze jakimś cudem choć piętnaście minut przymknę oczęta. Codziennie rano tak myślę i nic z tego nie wychodzi.

Jednak dziś z pewnością będzie inaczej:)



12:04, dwaplusono
Link Komentarze (7) »

Przyjmę do pracy Panią lub Pana na nocne zmiany.

Obowiązki:

-użeranie się po nocy z dzieciarnią, a więc:

*nocne karmienie młodszego potomka, jakieś trzydzieści razy w ciągu jednej nocy

*zmiana pieluchy mojemu ośmiomiesięcznemu obesrajtkowi- jakieś pięćdziesiąt razy w ciągu nocy ( każdy najmniejszy sik budzi mego "synusia' na nocne wrzaski) zawierające również przebieranie go od stóp do głów, za każdym razem, gdy wyprodukuje coś grubszego (jeszcze się nie zdarzyło, żeby zawartość jego pieluchy nie wyciekła)

*odwracanie Facecika na plecy bo po śpiącku przewraca się na brzuch, po czym budzi się z wrzaskiem bo chyba tej pozycji nie lubi

*nocne "wysikiwanie" starszej córy- pięć razy w ciągu nocy

*spanie z Ono na jednym łóżku ( ha! O spaniu to raczej tu nie ma mowy;))

*zapewnianie mojej pierworodnej, że kocha się ją nad życie, dwa życia i wszystko co na świecie istnieje - milion razy w ciągu nocy

*nocne śpiewy, harce i swawole w przypadko0wej kolejności raz z jednym raz z drugim dzieckiem- tu jest spore ułatwienie bo rzadko się zdarza, aby czuwali w nocy oboje jednocześnie. Gdy jedno zasypia drugie się budzi, więc do opieki jest zawsze tylko jedno dziecko.

Wymagania:

-anielska cierpliwość

-brak potrzeby snu nocnego "at all"

-ciche poruszanie się, aby nie budzić rodziców

-zero wymagań finansowych (praca w formie wolontariatu)

-optymizm, aby łudzić się każdej nocy, że jutro to na pewno dzieci pośpią

Oferujemy tylko jedno:

-Na całe życie odechce Ci się dzieci ;D

Prosimy o przesłanie CV i listu motywacyjnego na adres dwaplusonoblog@op.pl i dopisanie następującej klauzuli:" Wyrażam zgodę na systematyczne niszczenie mojego zdrowia psychicznego, o każdej porze dnia i nocy i oświadczam, że nie będę dochodził/a swoich praw przed żadnym sądem. Tak mi dopomóż Bóg."

 

 

07:17, dwaplusono
Link Komentarze (3) »
wtorek, 02 października 2012

Na pewno są wampirami emocjonalnymi, ale w tej notce nie o to mi chodzi!

Nie wiem jak wasze, ale moje dzieci od zarania dziejów nie śpią w czasie pełni. Czy noc jest pochmurna, czy za oknem jasno jak w dzień, One jeszcze w swoim życiu całej pełni nie przespały.

Pełnia trwa podobno trzy doby- i Ja mam tego potwierdzenie :) Zawsze trzy dni w każdym miesiącu nie śpię dłużej jednym cięgiem niż pół godziny. Jak nie Ono nawiedza nas w małżeńskim łożu, to Facecik urządza nocne jodłowanie. Może nie byłoby to takie straszne, gdyby Ono chciała w tym łóżku z nami spać. O nie- te jej wizyty pod naszą kołdrą, są pretekstem do szaleństw, dokuczania i męczenia rodziców niezamykającą się jadaczką. Zawsze w końcu ląduję z nią w jej pokoju i słucham śpiewów, wierszy i opowiadań mego starszego dziecięcia. Dziś dla odmiany w pokoju Ono wylądowaliśmy we trójkę- Ja, Ona i Facecik. Od godziny 2:30 do teraz trenujemy swoje charaktery ciągłym siebie drażnieniem.Facecik miał godzinną przerwę na drzemkę w okolicach 8 rano, ale my z Ono jesteśmy wciąż na chodzie.

Jeszcze tylko dwa dni i będzie po pełni. Czekam i czekam z drżeniem, żeby trochę sie przekimać!!!

12:05, dwaplusono
Link Komentarze (8) »
piątek, 28 września 2012

...i dalej oczom swym, uszom i powonieniu - nie wierze. W ciężkim szoku jestem i nie wiem czy szybko się otrząsnę. To pewnie jakiś wspaniały sen jest!

Spieszę donieść, że od godziny moje przydomowe stadko śpi. Jednocześnie i w tym samym czasie chrapią. Żeby było ciekawiej to Facecik śpi w pokoju Ono w wózku, a Ono w pokoju Facecika (no dobra w naszej sypialni) na naszym osobistym małżeńskim łożu:)

Chyba koniec świata idzie.

Czas schodzić do bunkrów:D

13:55, dwaplusono
Link Komentarze (1) »

Sezon grypowy w tym roku rozpoczęliśmy z grubej rury, a nawet z przytupem.

Wczoraj wróciłyśmy z Ono ze szpitala po pięciodniowym pobycie, gdy okazało się, że nie potrafię swojemu dziecku zbić czterdziestostopniowej gorączki, bo rzyga lekami dalej niż widzi. Tak więc pewnego pięknego sobotniego poranka (lało jak z cebra), wylądowaliśmy z Ono na pogotowiu. Tam również nie omieszkała potraktować swoim "pawiem" szpitalnych korytarzy i wszcząć wrzasku poruszającego budynek w posadach. Uśredniając była naprawdę dzielna.Zresztą tak jak jej osobista mamusia, która dzieliła szpitalne łóżko szerokości 60 cm, ze swoim 2,5 letnim dziecięciem. Napomknę jedynie, że to była naprawdę wyrafinowana tortura:D

Okazało się, przy tej nieszczęsnej chorobie, że nie jestem niezastąpiona. To dla mnie szok i klęska. Wszyscy z rodzinki doskonale radzili sobie z Facecikiem. Przychodzili mnie zmieniać podczas czuwania w szpitalu, abym choć dwie godziny dziennie nacieszyła się synem.Niesamowite jest też to, że Sprawca jest w stanie karmić Facecika w nocy, a następnie sprawnie funkcjonować w pracy.

Mam nadzieje, że to nasz ostatni epizod szpitalny tej jesieni. Tradycji stało się zadość i pogotowie w tym roku już odbębnione.

Teraz tylko spokojnie przeczekać zimę!

07:52, dwaplusono
Link Komentarze (3) »
czwartek, 20 września 2012

Mieszkaliśmy ze Sprawcą w Wielkim mieście trzy lata( Sprawca był tam sam o rok dłużej). Pojechaliśmy tam za pracą, lepszymi perspektywami i ciekawszym życiem niż w naszym Zbąszynku. Było nam we dwójkę naprawdę dobrze. Pojawiła się Ono i zrobiło się trochę trudniej. Choć pewnie nie chodzi o to, że było nam ciężko bo byliśmy sami- bez pomocy, wszak tysiące par jest zdanych na siebie, z gromadką dzieci. Ja ciągnęłam do domu, do rodzinnych stron. A gdy okazało się, że jestem w drugiej ciąży dla mnie sprawa stała sie oczywista- albo osiedlamy się na stałe i kupujemy mieszkanie, albo wracamy. Wróciliśmy bo tu mieliśmy swój dom, perspektywy na powiększanie rodziny, znajomych oraz rodzinę i całe to "lepsze" życie. To był nasz wolny i niezawisły wybór. Nikt nie naciskał ze strony krewnych na powrót- no może Teściowa trochę, ale nie wierciła nikomu dziury w brzuchu. Jest nam dobrze! Ba nawet doskonale. Z trzema babciami, dwoma dziadkami, wujostwem, znajomymi i tymi wszystkimi, którzy są nam naprawdę bliscy. Mamy tu życie idealne.

Spotkałam ostatnio koleżankę, która wróciła do Zbąszynka z Wielkiego Miasta. Jest samotna i bezdzietna. Wróciła bo mama naciskała. Męczyła ją ciągłymi wymówkami: że Ona sama w dużym domu (jej rodzice sie rozwiedli), że nie ma jej kto pomóc, że jest samotna i nieszczęśliwa. Więc koleżanka męczona wyrzutami sumienia powróciła na łono Zbąszynka i ma żal do mamy, że ją do tego "zmusiła".  Nie wprost oczywiście. Wjechała jej na poczucie obowiązku i Koleżanka najchętniej znów zamieszkałaby w Stolycy. Ma młodszego brata, ale ten "wypioł" się na wszystko i założył rodzinę na emigracji w Angli. Jest mężczyzną , więc On nie czuje się w obowiązku opiekować się Mamą. Ma już do opieki swoją "komórkę rodzinną".

Szkoda mi jej. Mówi się, że córkę chowasz dla siebie, a syna dla świata. Niby czemu, Ja się pytam?! Wszyscy mają swoje marzenia i plany, niezależnie od płci. Dlaczego to kobiety zazwyczaj się poświęcają i to od nich oczekuje się spełniania cudzych potrzeb, bez oglądania się na swoje. Mam nadzieje, że nie będę tak robić w stosunku do Ono i Facecika. Niech się spełniają i realizują.

Teraz tak mówię, a nie wiem co będzie za te dwadzieścia lat. Mam tylko nadzieję, że kulą u nogi nikomu nie będę.

Oby to nie były tylko pobożne życzenia.

09:02, dwaplusono
Link Komentarze (6) »
środa, 12 września 2012

I to dziś trzy z rzędu.

Cud numer jeden to taki, że Facecik dospał do 7:40. Pierwszy raz w swoim ośmiomiesięcznym życiu po zjedzeniu śniadanka o 5 rano, nie chciał się bawić i tiutiać, tylko przytulił się do pieluchy i zasnął jak zabity. A Ja głupia z tego szczęścia zasnąć nie mogłam;) Nie, no żartuje. Padłam jak mucha rażona piorunem i dopiero o 7:40 Ono nas obudziła. Ciekawe czy gdyby nie starsze Straszydło ,to czy Facecik długo by jeszcze pospał:) Dzięki tak intensywnej dawce snu uprawiam jazdę figurową na ścierce, bo energia mnie rozpiera:D

Cud numer dwa jest taki, że Facecik ucina sobie właśnie drzemkę dłuższą niż pół godziny non stop. Normalnie sypia trzy razy w ciągu dnia, po 20-30 min. Obecnie mija 1:15 min jak odpłynął do krainy snów. U mnie oczywiście szklanka jest do połowy pusta i mam nadzieje, że ta śpiączką Facecika to nie zwiastun jakiejś grubszej choroby(bo z nosa to mu cieknie od dwóch tygodni-normalka).

I wreszcie cud numer trzy. Po wczorajszym  spięciu z Dziadkiem Gadułą, Ono od godziny jest z nim na ranczo. Karmią zwierzaki i inne takie, które dzieci w jej wieku robią z dziadkami:)

A więc czas uwierzyć w cuda i dać solidny "napiwek" w niedzielę, księdzu na tacę ;)

13:18, dwaplusono
Link Komentarze (6) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19
Dodatki na bloga
Liczniki internetowe