RSS
wtorek, 15 maja 2012

Na leżakowaniu w przedszkolu leżą dzieci na łóżeczkach i w pewnej chwili chłopczyk pyta dziewczynkę:
- Jesteś chłopcem czy dziewczynką?
- Nie wiem.
- To sprawdź!
- No to mi pomóż!
- No to musisz podnieść kołderkę.
Dziewczynka podniosła kołderkę na to chłopczyk:
- Jesteś dziewczynką, bo masz różową piżamkę.

21:09, dwaplusono
Link Komentarze (3) »
piątek, 11 maja 2012

Bo jeśli to sprawa wychowania, to jest jeszcze nadzieja, że zresocjalizuje Dziadka Gadułę. Jeśli natomiast to charakter, to nie ma już dla mnie przyszłości w tym domu i chyba pora się wyprowadzić.

No bo sami powiedzcie, czy to normalne?!

W naszej willi, na naszym pięterku mamy trzy pokoje i kuchnie. Jeden pokój stoi nie używany i czeka, aż Facecik skończy około 12 lat i tam zamieszka. Do tej pory będą żyć z Ono w jednym pokoju. Naucza się dzięki temu współpracy i współżycia z innymi. Przynajmniej mam taką nadzieję.Obecnie stoi tam kilka mebli, a Ja rzucam tam pranie, kiedy nie chce mi się go od razu prasować. Często więc na sofie leżą kupy prasowania czekające na moją wenę.

Ono uwielbia siedzieć w tym praniu i przekładać ciuchy z kupki na kupkę. Sądzi chyba, że ułatwia mi życie, bo w jej mniemaniu je składa. A prawda jest taka, że jeszcze bardziej te rzeczy mnie. Nie wtrącam się jednak, w końcu i tak to będę prasować. Lubi tez kiedy się z nią tam siedzi. Wtedy każdą rzecz bierze w rączki, (niby) składa i mówi: -"..to mamy, to Facecika, to taty...;". Może tak w nieskończoność.

Dziś jak zwykle od rana raczył nas swoim towarzystwem Dziadek Gaduła. Skoro już i tak siedzi to poprosiłam, żeby zajął się chwilę Ono , a Ja z Facecikiem zrobię sałatkę. Zgodził się, więc w to mi graj. Po pól godzinie, zaglądam do pokoju Ono, a ich tam nie ma. Słyszę, że rozmawiają w pokoju gospodarczym(jak go nazywam). Wchodzę tam i widzę taka oto scenkę:

Dziadek Gaduła, w wyciągniętych przed siebie na wysokości oczu rękach, trzyma moje majtki. Ono krzyczy: -"mama, mama." Dziadek potwierdza:-"tak to mamy. Jakie ładne, hohoho, śliczne, nonono". Ono z radością na twarzy potakuje i też się zachwyca moją bielizną (dodam, że nie do końca wyjściową;)). Obok Teścia, w zgrabnym stosiku leżą poukładane inne moje majciochy i staniki. Widocznie to był czas wybierania do poukładania tylko moich ciuchów. Sama tego Ono uczyłam, żeby sprawdzić czy wie, która rzecz do kogo należy.

Pytam Dziadka: -"co robicie?". A On, najzwyczajniej w świecie, jakby składał dziecięce skarpetki:-"pranie składamy". Zero skonsternowania, zawstydzenia czy choćby rumieńca na twarzy. I wyciąga do Ono rękę, bo ta podaje mu właśnie moje koronkowe stringi. Nie wytrzymałam i wyrwałam im bieliznę z rąk i wygoniłam do pokoju Ono.

A najlepsze z tego wszystkiego jest to, że Dziadek Gaduła jakby nie zauważył niestosowności swoich zachwytów.

Alem się urządziła! Pogadanki nie przeprowadzałam bo ostatnio dość często wyznaczamy ze Sprawcą granice, żeby się w tym domu jako tako żyło z Teściami. Zresztą co miałam powiedzieć?! -"tato nie składaj moich stringów, bo zniszczysz?"

20:44, dwaplusono
Link Komentarze (1) »

I to z gazety typu "Moje dziecko", "Bobas" czy jakieś tam inne dzieci. Z tej sekcji, gdzie rodzice wysyłają śmieszne odzywki swoich pociech.

Dziś oto byłam świadkiem takiego oto dialogu Ono (O) z Babcią Dobra Rada(BDR) i Sąsiadką(S):

S: A jak Ty masz na imię?

Ono kręci głową na nie, że to niby Ona nie gada z byle kim. Babcia jednak nie daje za wygraną:

BDR: Ono no powiedz Pani, jak Babcia na Ciebie woła.

Ono po chwili z iskierką w oku wykrzykuje:

O: Nie ruszaj!

:D

20:15, dwaplusono
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 maja 2012

Będąc jeszcze dzieckiem, w naszym domu wszystkie męskie prace wykonywane były przez moją mamę. A gdy dorosłyśmy to też przez mnie i moją siostrę. Tato był w pracy i zarabiał na chleb.

A więc, wrzucałyśmy węgiel na opał do piwnicy; kosiłyśmy trawę; wierciłyśmy dziury w ścianach, aby powiesić obrazek; skręcałyśmy meble i wiele wiele innych rzeczy, które zazwyczaj należą do obowiązków Panów. Dzięki temu jestem teraz samowystarczalna. Gdy przeprowadziliśmy się do Zbąszynka, prawie wszystkie meble skręciłam sama- a właściwie przy pomocy Ono będąc w piątym miesiącu ciąży. Malowałam podbitkę przy ocieplaniu domu itd.
Uważam, że nie istnieją rzeczy, które lepiej ode mnie wykona mężczyzna. Tego samego chce nauczyć swoje dzieci, że mogą wszystko same, że nie muszą się na nikogo oglądać i na to co ludzie powiedzą. Ich życie, ich wybory. 

Ono też będzie jeździć samochodami o ładowności powyżej 3 ton (jej Mamu takimi jeździła przez dwa lata), Facecik będzie prał, cerował i gotował. Ono będzie pracowała na budowie jeśli trzeba będzie ( jej Mamu też przez chwile tak pracowała), Facecik będzie umiał gotować lepiej niż jego matka, albo będzie fanem szydełkowania.Jeśli to będzie ich uszczęśliwiać, niech tak będzie.

W takim duchu chce wychować dzieciarnie. Nie wiem czy mi sie to uda na sto procent, bo u Sprawcy w domu jest podział strikte na role przypisane płci. I tak: Teściowa nie robi nic poza gotowaniem, praniem i sprzątaniem, i "obróbką" ogródka. Reszta spraw jest w rękach Teścia i synów, a więc generalnie Sprawcy. Gdy chcę trochę porządzić w tej kwestii Babcia Dobra Rada zaraz się wtrąca i mówi, że nie powinnam tego i tego robić, bo.... co sąsiedzi powiedzą.

Aż ciśnie mi sie na usta: "A g...o mnie to obchodzi" i tak robię po swojemu.

I muszę tylko pilnować, żeby dzieci me wiedziały, że mogą wszystko czego zapragną, bez oglądania się na stereotypy, bo moim dzieciom wszystko wolno!

Facecik może zostanie primabareliną, a Ono bokserem ;> I tak będę z nich dumna.

A jeśli w życiu będą się chciały trzymać narzuconych przez społeczeństwo ról, to proszę bardzo. Ja tak funkcjonuję i dobrze mi z tym. Choć czasem chciałoby się poszaleć.

Jak odchowam dzieci to poszaleję.

Mnie też wszystko wolno ;>

11:41, dwaplusono
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 maja 2012

Oto dzieło, które wyszło spod ręki Ono.

Dla tych, którzy nie widzą uderzającego podobieństwa wyjaśniam, że jest to wizja naszej rodziny. I tak od lewej:

Ono, Sprawca, Facecik i Ja.

Dwulatki spojrzenie na urodę bliskich swych:D

Ps. Tak się zastanawiam, dlaczego to niby Ja jestem tu najbrzydsza i wyglądam jak jakaś kreatura?! ;>

10:07, dwaplusono
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 07 maja 2012

Się pozmieniało.

Dzieciarnia mi dorasta i patrzeć tylko jak Ono zacznie mnie pouczać, a Facecik golić  się;>

Oto lista "cudownych osiągnięć" nieletnich mieszkających pod moim dachem.

1) Pierwsza i najważniejsza u nas zmiana , która najmocniej uderza we mnie to fakt, że ku mej wielkiej, a wręcz olbrzymiej rozpaczy Ono odmówiła drzemki dziennej. Choćbym ją ze skóry obdzierała, nie pójdzie spać wcześniej niż o 19. Płakałam, błagałam, prosiłam, modliłam się, straszyłam i manipulowałam. Nic nie dało rady, żeby Ono zasnęła błogim snem w okolicach południa i dała mi odsapnąć. Ten czas juz minął. Teraz mam przyjemność obcować z Ono 12 godzin na dobę.

2) Poza tym porzucona została technika 3,5,7 podczas usypiania starczej mej córy. Teraz Ono leży w łóżeczku, a Ja na łóżku obok "udaję", że śpię, choć w rzeczywistości tez korzystam z tych paru chwil na smaczne chrapanko. W ten sposób zasypiamy obie na około pół godziny. Potem Sprawca budzi mnie, a Ono śpi snem zdrowym do ok 7 rano. W ten sposób Ja nie przeżywam katuszy słuchając jej wycia, a i Ona jest spokojniejsza i częściej się uśmiecha.Nadmienię jednak, że Facecika też w ten sposób nauczę zasypiać w okolicach 8 miesiąca jego życia. Takie wredne babsko ze mnie.

3)Nie spożywam mlekopochodnych produktów, jako że młodszy mój potomek ma alergię na mleko. Dzięki temu, żyjąc o chlebie i herbacie schudłam już dwa kilo poniżej mojej wagi sprzed ciąży. Jak tak dalej pójdzie, to uda mi się wbić w jeansy z pierwszej klasy podstawówki ;>

4) Ono gada jak najęta. Jadaczka jej sie nie zamyka.Obawiam się, że wdała się, ku mej rozpaczy, w Dziadka Gadułę. Olaboga, co to będzie?! Najlepiej wychodzą jej takie zwroty zasłyszane od swej Mamu jak: "psia kość, kurka rurka, i Ja pierdziu" itp. Az zaczęłam cieszyć sie z tego, że nie rzucam mięsem grubszego kalibru.

5) Porzucony został smoczek, z którym Ono lepiej zaprzyjaźniła się po urodzeniu Facecika. Porzucony, to chyba zbyt duże przekłamanie. Po prostu zabrałam jej go. Stało się to za sprawą jakiegoś wyjątkowo kiepskiego dnia Ono. Była tak straszna, okropna i złośliwa, że w ramach odwetu pozbawiłam ją uspokajacza w postaci smoka.O dziwo obyło się bez histerii. Juz pierwszej nocy pięknie bez niego zasnęła i wcale sie go nie domagała. Więc moja złośliwość w stosunku do niej nie była wcale karą, a wyszła jej na dobre. Tyle tylko, że nie wypowiadamy nazwy "smoczek". U nas w domu jest to "TEN, KTÓREGO IMIENIA NIE WYMAWIAMY".

6) Ochrzciliśmy się:) A konkretniej Facecikowi wygnaliśmy diabła ze skóry. Jest jednak tak samo jak z Ono po jej chrzcie. Zniknęło gdzieś moje grzeczne i spokojne dziecko, a ujawnia się charakterek młodego delikwenta. Zauważam niepokojące podobieństwo w tym względzie do Ono. Czyżby Bóg obdarzył mnie dziećmi z CHARAKTEREM?!Chyba jako pokutę, bo Ja do charakternych nie należę.

Jak widać idzie oszaleć przy dwójce dzieci. Pomimo dwóch załamań nerwowych, przeżywanych w łazience pod wieszakiem z ręcznikami, objawiającym się płaczem wstrząsającym całym mym jestestwem, nie zamienię bycia matką nawet na największą karierę zawodową. Po co mi splendory, kasa i uznanie jak jedno "KOCHAM" wypływające z ust Ono wynagradza mi wszystkie udręki, które z nimi przechodzę.

Nie sądzicie, że nieźle popieprzona jestem.

Takie zwyczajne Kiełbie we łbie mam:d

10:36, dwaplusono
Link Komentarze (1) »

Nie było mnie:)

Nie wiem czy ktoś zauważył, ale nie było mnie na blogu już dość długo.

A czemu?!

Gdyż chorowali na zmianę- jak nie Ono to Facecik, jak nie Facecik to Ono. I tak w koło Macieju. Jakiś paskudny wirus nas dorwał i za komentarz nie posłuży fakt, że zaraziliśmy nawet babcię Samo Zło, która zapalenia oskrzeli przez nas dostała.

Po podawaniu syropów, odciąganiu gilów z nosa, oklepywaniu, inhalowaniu, przeżywaniu załamań nerwowych, tuleniu i uspakajaniu,nie starczało mi sił żeby się w tyłek podrapać, nie mówiąc już o stukaniu w klawiaturę.

Jednak dziś mam nadzieje, już ostatnia wizyta kontrolna u mojej koleżanki "doktórki-pediatry (po tak częstych ostatnio u niej wizytach z zasmarkańcami przeszłyśmy nawet na "TY" ;)) i wreszcie wrócę na blogowe łono. Brak mi było trochę mojej terapii narzekania tu na dzieciarnię.

Wracam więc czem prędzej i zaraz popełniam nowy wpis.

Bo zmian Ci u nas bez liku.....

10:02, dwaplusono
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 kwietnia 2012

Dziś rano, celem dobrania odpowiedniej kuracji zdrowotnej dla Ono, niezbędnym było pobranie jej "siusków" do badania. Muszę zdradzić, że generalnie robimy to dość często, ze względu na pewne predyspozycje Ono do takiej choroby jak zakażenie układu moczowego;>

Jako, że robimy to bardzo często, Ono na widok kubeczka do pobierania moczu, ściąga portki i pieluchę, staje w rozkroku i sika regulaminowo do tegoż naczynie. Jednakże w dniu dzisiejszym kategorycznie tego odmówiła.

Po wypiciu trzech szklanek herbaty chciało się jej sikać masakrycznie, jednak dzień bez zdenerwowania Mamu byłby dla niej dniem straconym. A dzisiejszą metodą by tego dokonać okazało się odmawianie wykonania tego procederu- kategorycznie. Nadmiar moczu, który zalegał jej w pęcherzu wypuszczała maleńkimi porcjami wprost na podłogę tak, że nie nadawało sie to do niczego (no chyba, że do pościerania). Moje prośby i błagania, podstępy i prezenty na nic się zdały. Jak Ono mówi NIE, to na pewno znaczy NIE. Doprowadzona więc do ostateczności, wyszorowałam nocnik dokładnie, wyparzyłam go gorącą wodą i siłą posadziłam na nim małą delikwentkę. Przytrzymałam pięć sekund na "tronie" i wreszcie zwieracze puściły, a Ono nie była w stanie już powstrzymać wypływającego z niej strumienia.

Teraz to już na pewno przez kolejny rok nie siądzie na nocnik. A w pieluchach będzie śmigać do dziesiątego roku życia.

Czy Ja już wspominałam, że moje dziecko jest złośliwe?!

09:29, dwaplusono
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Jestem w innym świecie od jakiegoś miesiąca.

Znacie drogie mamy ten stan, w którym ciągle się martwicie swoimi latoroślami- bo kaszle, bo pśtyka, utyka, mdleje, ma nieświeży oddech, ma krzywą nogę, za piętnaście lat nie dostanie się na studia, gdyż obecnie nie ma jeszcze pierwszych zębów, będzie innej orientacji seksualnej, ponieważ teraz bawi się lalkami a powinno samochodami, trochę krzywo sika?

Znacie ten stan, gdy tuż pod sercem tkwi taki mały niepokój, smuteczek czy jak go tam nazwać, bo wasze dziecko cierpli czy martwi sie czymś i tak bardzo chciałoby się ten jego dyskomfort przejąć na siebie?

Ja właśnie jestem obecnie w tym wymiarze, jednak moje rozterki dotyczą tylko spraw zdrowotnych moich drogich zasmarkańców.

Jakiś  miesiąc temu zaczęło się od Facecika. Jak już wiecie srał na zielono. Trochę mu przeszło po wyeliminowaniu nabiału. Dokładnie w ten dzień, w którym zrobił pierwszą żółtą kupę od stu lat (w życiu renifera, przed erą "dzieciów" nie sądziłam, że będą mnie cieszyć jakiekolwiek kupy w życiu) Ono zaczęła utykać na lewą nogę. Jakaż było moja "radość", gdy okazało się, że to zapalenie stawu biodrowego i jedyną skuteczną formą leczenia jest brak ruchu. Ale o tym już wiecie. Nosiłam Ono na rękach (i w każdy inny sposób też) przez bite 7 dni. Obecnie moje ręce sięgają kolan i jeszcze jeden dzień noszenia Ono ,dałabym radę - stojąc wyprostowana -  podrapać się w kostkę).  Dnia siódmego ortopeda zawyrokował- ZDROWA, MOŻE CHODZIĆ. Moje szczęście byłoby nieopisane, gdyby nie to, że rano tego dnia Ono obudziła się z 39,5 stopniami gorączki, smarkiem po pas i kaszlem który wyrywał jej płuca z piersi. Obecnie mija czwarty dzień jej i mojej mordęgi przeziębieniowej. Dziś zaświtało światełko w tunelu bo katar trochę zelżał. Jednak nawet nie próbuje się cieszyć by nie wywołać wilka z lasu i aby jutro Facecik obudził się zdrowy jak ryba.

Chyba się dziś nawet o to pomodlę, bo zaczynam psychicznie wymiękać.

Dość już tych chorób!

20:13, dwaplusono
Link Dodaj komentarz »

Ono, między innymi chorobami, które obecnie uskutecznia, ma katar. To tak tytułem wstępu ;)

Tata bawi się z Ono w jej pokoju. Ja po uśpieniu Facecika, dołączam do nich celem wyczyniania  cudów niewidów i zabaw wszelakich, w ramach akcji- "poświęcamy jak najwięcej czasu na zabawę tylko i wyłącznie z Ono"- akcja ta rozpoczęła się jakiś miesiąc temu, by Ono nie  czuła się odstawiona na boczny tor.

Tata z dumą prezentuje mi nowości lingwistyczne jakich właśnie nauczył Ono:

T(tata), O (Ono)

T: Powiedz kwiatuszku co Ci wypływa z noska?!

O: GLUT !!!! - z triumfem krzyczy córunia tatunia.

Sprawca z nieopisaną dumą w oczach patrzy na mnie i mówi z euforią:

"Ja ją tego nauczyłem. JA!!!".

Ależ jestem dumna z tego mojego mężczyzny ;D

19:57, dwaplusono
Link Dodaj komentarz »
Dodatki na bloga
Liczniki internetowe